Anielskie single. Krzyż singla

Dorothy Cummings | Ślub-bez ślubu

Krzyż bezżennych: samotność. Samotność trzeciej nad ranem. Samotność dwudziestej trzeciej pod tytułem: "Nie mogę znieść pustego łóżka". Samotność piątkowej nocy, kiedy jesteś wystrojona i nie masz gdzie pójść.

 

Nie jestem pewna, czy potrafię zaserwować wam w Wielki Piątek tak dobrą duchową lekturę jak inni. Moja rodzina, choć pobożna, jest pobożna po cichu. Cho­dzimy na Mszę każdej niedzieli. Później oceniamy homilię lub chichoczemy, analizując wybór hymnów. Nie angażu­jemy się we wspólne duchowe rozważania. Nie rozmawia­my o tym, kim jest dla nas Jezus. Nie wyjaśniamy roli Du­cha Świętego w naszym życiu, mimo że czasami zastanawia­my się nad działaniem Opatrzności. W rezultacie rozmowa o Chrystusie w ramach duchowego kierownictwa była dla mnie dziwaczna. (Moja relacja z Jezusem...? Hmm, chyba w porządku). Ale dziś jest Wielki Piątek, więc zamierzam podjąć tę próbę. Zrobię to, przytaczając słowa zrzędliwego antysemity narzekającego w autobusie na zamknięcie skle­pów w Wielki Piątek: „Jakiś Żyd umarł i cały świat stanął w miejscu". Tak. Dokładnie.

W Wielki Piątek w sposób szczególny zachęca się nas do zjednoczenia naszego cierpienia z cierpieniem Jezusa i zło­żenia naszych ciężarów pod krzyżem. Zawsze uważałam, że przez uczestnictwo w nabożeństwie wielkopiątkowym to­warzyszymy Panu w Jego śmierci dwa tysiące lat temu. Czy Jezus mógł się spodziewać, że miliony wiernych będą się zbierały wokół Niego setki, tysiące lat później, żeby być przy Nim w Jego końcowej agonii? Skłaniam się ku temu, że nie. Wołał przecież rozdzierająco: „Boże mój, Boże, czemuś Mnie opuścił?". Egzegeci, spierając się, które wydarzenia biblijne miały miejsce naprawdę, posługują się narzędziem zwanym „kryterium kłopotliwości". Krótko mówiąc, jeśli wydarzenie opisane w Ewangelii było wstydliwe dla chrześcijan I i II wie­ku, a jednak zostało rzetelnie odnotowane, prawdopodobnie zaszło właśnie w taki sposób. Jezus wołający w agonii do Oj­ca odpowiada kryterium kłopotliwości.

Smutek Chrystusa nie mówił niewierzącym nic o Jego boskości ani o miłości Ojca do Niego. Ale mówi wiele nam, szczególnie tym stale żyjącym w pojedynkę. Mówi nam, że Jezus był w tej chwili przerażająco samotny. Był tak samotny; On, który stanowi z Ojcem jedno, czuł się przez Niego po­rzucony. A mimo że nie wiemy, co to mogło znaczyć dla Je­zusa, z pewnością wiemy, co znaczy dla nas.

Krzyż bezżennych: samotność. Samotność trzeciej nad ranem. Samotność dwudziestej trzeciej pod tytułem: „Nie mogę znieść pustego łóżka". Samotność piątkowej nocy, kiedy jesteś wystrojona i nie masz gdzie pójść. Samotność związana z tym, że przyjaciółka wymówiła się od wspólnego seansu filmowego, bo „on" w końcu zadzwonił. Samotność nudnych wesel i samotność po fajnych weselach. Samotność po cudownym popołudniu spędzonym w domu jakiejś ro­dziny z dziećmi. Samotność walentynek. Samotność świąt Bożego Narodzenia. Samotność sylwestra. Samotność tań­ca w pojedynkę. Samotność słuchania lodówki brzęczącej cicho w ciemności.

Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam, mówi Księga Rodzaju. Tego możemy być pewni. Mnisi i mniszki przeważ­nie żyją we wspólnotach, żeby uniknąć samotności singla. Oni podjęli decyzję. Większość z nas jej nie podjęła, a w każ­dym razie nie podjęła pozytywnej decyzji. My podejmuje­my decyzje negatywne: „Za tego nie wyjdę"; „Nie chce mnie, więc nie będę robiła z tego problemu"; „Nigdy się ze mną nie ożeni. Powinnam w porę się wycofać". Te decyzje są zabar­wione smutkiem i rozczarowaniem. Lodówka bez przerwy pobrzękuje.

Popełniłam wiele głupot z samotności. Randki z kolega­mi z pracy - cóż, nie było najgorzej, ale randki z ateistami były demoralizujące. Randki z alkoholikiem tylko dlatego, że był milutkim, inteligentnym katolikiem - to straszna głupo­ta. Randki z podejrzanym, zdeprawowanym aktorem tylko dlatego, że nie spotykałam się z nikim od lat - to błąd.

Z samotności zrobiłam także wiele niebezpiecznych rze­czy. Spacerowałam ciemnymi uliczkami, żeby uciec od siebie i mojego pustego mieszkania. Chadzałam do klubów noc­nych, zatracając się w muzyce, tłumie i alkoholu. Pozwoliłam prawie obcej osobie koczować na mojej kanapie. (Mieliśmy, co prawda, wspólnego znajomego, ale jednak).

Z samotności robiłam też żenujące rzeczy. Czytałam ogłoszenia samotnych osób. Przyłączałam się do randkowych portali. Chodziłam na randki w ciemno aranżowane za pośrednictwem Internetu. Chodziłam - sama - na lekcje tańca. Próbowałam się schodzić z chłopakami, którzy mnie rzucili lub których sama rzuciłam.

Wpiszcie tutaj swoje osobiste upokorzenia, moi drodzy single.

Mimo że po nieudanym małżeństwie nigdy nie straci­łam wiary w Boga, byłam na Niego bardzo zła. Wściekła. By­łam przecież dobrą dziewczynką i nie zasłużyłam na to dzia­dostwo. Nie zasługiwałam na ból, upokorzenie, kuszenie, rozczarowanie i samotność. Weszłam któregoś dnia do ko­ścioła, żeby Mu wygarnąć. Być może za nas wszystkich, dro­dzy single, wszystkich, którzy patrzą i czekają, mają nadzie­ję i rozpaczają, którzy wchodzą do zimnych łóżek i słuchają cholernego buczenia lodówki, skrzypienia budynku i gałęzi uderzających w okno.

- Nie wiesz, co znaczy być człowiekiem - oskarżałam Boga. - Nie wiesz, czym jest cierpienie. I wtedy moje spojrzenie spoczęło na krucyfiksie. Usły­szałam w sercu: „O tak, wiem".

Jezus dobrowolnie przyjął ludzkie cierpienie i nasze czło­wieczeństwo, a ponieważ na krzyżu był całkowicie sam, my nigdy nie będziemy sami w naszej samotności.

Czytaj poprzedni rozdział>>>

Copyright © by Wydawnictwo Homo Dei

Udostępnij w : Wyślij znajomemu
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU
Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011