Jak zepsuć sobie życie w kilku posunięciach

Sławomir Zatwardnicki | Chodzenie-narzeczeństwo | 2011-04-03

Do małżeństwa należy podchodzić intuicyjnie. Jak zwierzęta. Nie trzeba się troszczyć o wspólną przyszłość, bo ona sama się troszczyć o siebie będzie. Zakazane są wszelkie inicjatywy dla narzeczonych czy kursy przedmałżeńskie...

 

Aby skutecznie zepsuć sobie i innym życie, unikać trzeba wszelkich przyjaźni. Przyjaźń bowiem z osobami tej samej płci grozi obiektywnym osądem sytuacji - a nuż koleżanka czy kolega przy kawie powie: „wy do siebie nie pasujecie"? Z kolei stosunki przyjacielskie z osobnikami płci przeciwnej powodują, że dojrzewamy w relacjach i poznajemy „inny świat" widziany oczami nieswojej płci. A przecież logiczne jest, że im mniej prawdziwego poznania i dojrzałości - tym łatwiej zepsuć sobie życie. A o to przecież nam chodzi.

W ogóle unikać należałoby wszelkiego towarzystwa na rzecz przebywania tylko z kandydatem na małżonka. A jeśli przebywać z nim - to tylko w miejscach romantycznych, jak najmniej przypominających niebajkową szarą rzeczywistość. Tak żeby nie stało czasu i energii do obserwowania jego zachowania w społecznościach większych, tak aby nie dało się go złapać „na gorącym uczynku" odpowiedzi na wyzwania niesione przez codzienność. Bo przecież - o, naiwni! - wasza miłość bardziej podobna będzie tej znanej z harlequinowych opowiastek niż tej nieudanej waszych rodziców.

I oczywiście nie zapomnijcie, żeby od razu zaangażować się emocjonalnie. Nie dopiero wtedy, gdy odkryty w drugiej osobie potencjał podpowie wam, że to dobry kandydat na małżonka, ale od razu, i aż po uszy. Tak żeby nie słyszeć nic poza sobą nawzajem. Pozwolenie sobie na zauroczenie od razu wiele ma plusów, od przyjemnego łechtania w sercu aż po walory praktyczne - emocjonalnie związany nie ucieknie do innego partnera. Co najwyżej z zakochania jeść nie będzie mógł, a dzięki temu zadba o swoją linię, co tobie pozwoli zakochać się jeszcze bardziej, po czubek uszu.

Niech waszym emocjom towarzyszą gesty. Im więcej gestów nieprzynależnych wam, bo właściwych małżeństwu, tym lepiej. Bo trudniej wam będzie odkryć różnicę małżeńskiego przytulenia czy pocałunku. Z zewnątrz wyglądają podobnie, ale przecież ich treść i towarzyszące im przeżycia inne są co do istoty. Odkrywszy jeden tylko wymiar cielesnej bliskości tego właśnie się trzymajcie. I siebie nawzajem - mocno i wszędzie, od przyciemnionego pokoju aż po przystanki autobusowe. Niech inni się uczą bezpruderyjnej namiętności. Precz z wszelkimi ograniczeniami!

Poważnie trzeba wam pomyśleć o zaręczynach. Nie, wcale nie trzeba ustalać daty ślubu, tę odłóżcie na nieokreśloną przyszłość. Chodzi raczej o rodziców, żeby już nie narzekali. Nikt wam oczywiście nie każe w towarzystwie mówić do siebie czy o sobie „narzeczony", „narzeczona", chodzi tylko o poinformowanie rodziców o tym, że zaręczyny już się dokonały (ale obowiązkowo nie w ich obecności!)... Inni łatwiej przełkną fakt waszego wspólnego zamieszkania przed ślubem, gdy będziecie narzeczonymi, bo narzeczeni to już prawie że małżonkowie. A przecież wciąż panuje ten katolicki stereotyp, że przed ślubem to grzech.

Wy jednak trzymajcie się jedynie słusznej wersji, że nie można kupować „kota w worku". Jako osoby odpowiedzialne potrzebujecie pewności, której nigdy oczywiście mieć nie będziecie, bo im dłużej pomieszkacie razem, tym większego trzeba by gromu z nieba, żeby chcieć spędzić z tym sprawdzanym towarem, z tym kotem doświadczalnym, na którego żywej duszy i ciele dokonujecie eksperymentu, resztę życia. Mimo że on tak się stara sprostać postawionemu zadaniu: uśmiecha się, wynosi śmieci, spręża jako kochanek...

Co, zaufaliście temu atawizmowi z czasów waszych rodziców, żeby jednak przed ślubem nie tego? Niech i tak będzie. Śpijcie w takim razie w jednym pokoju jak koledzy w akademiku. Albo w jednym łóżku, z zaciśniętymi zębami hamując wasze zmysłowe reakcje. Dzięki temu, gdybyście się jednak zdecydowali na małżeństwo, macie gwarantowane problemy seksualne w przyszłości. Na zagryzanie warg pójdzie tyle „pary w gwizdek", że nie starczy jej na poważniejsze przemyślenia. Ot, choćby takie, że sprawdzanie się przez wspólne zamieszkanie czy też wspólne mieszkanie usprawiedliwione problemami mieszkaniowymi nie są najlepszą prognozą na waszą małżeńską przyszłość.

Pewnie już zauważyliście, więc tylko dla porządku dodam. Nie wolno wam rozwiązywać pojawiających się konfliktów, ponieważ to może boleć, a wam chodzi o to, żeby było przyjemnie. Dlatego wszystkie nieporozumienia zamiatać trzeba pod dywan uśmiechu, a zajmować się rzeczami sympatycznymi. Nie myśleć, choćby nawet bolało (przyjemność kosztuje), o tym, że nierozwiązane konflikty kiedyś wybuchną. Pocieszać się, że nastąpi do dopiero w momencie zawarcia małżeństwa... A przecież nie jest jeszcze pewne, że do tego dojdzie - wszak jeśli partner nie uczyni mnie szczęśliwym, możemy się rozejść. Tak więc uprawiajmy bez lęku tę miłość własną we dwoje.

W ogóle do małżeństwa, sami przyznajcie, należy podchodzić intuicyjnie. Jak zwierzęta. Nie trzeba się troszczyć o wspólną przyszłość, bo ona sama się troszczyć o siebie będzie. Zakazane są wszelkie inicjatywy dla narzeczonych czy kursy przedmałżeńskie, bo uczyć się trzeba ludziom w każdej innej dziedzinie, ale nie w tej tak mało ważnej sferze życia, jaką jest małżeństwo. Unikać wszelkich poważniejszych dialogów zmierzających do wypracowania wspólnej wizji przyszłego życia; bez względu na to, czy rozmowa miałaby dotyczyć ilości dzieci, czy może tego, jak należy widelec wkładać do suszarki (widełkami do góry czy w dół).

Dzięki zastosowaniu tych kilku prostych rad łatwo zepsujecie sobie życie. A o to przecież wam chodzi.

Copyright © by Sławomir Zatwardnicki

Udostępnij w : Wyślij znajomemu

Ostatni komentarz:

dobry tekst
Mi artykuł bardzo się podoba. Myślę, że jego satyryczna forma mocno uderza, szczególnie w sumienia młodych ludzi, do których siłą rzeczy trzeba mówić bardzo dobitnie, by coś ich poruszyło. Gratuluję.
Karolcia
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner technologiczny:

Plus GSM

Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU


Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011