Nowości
Ostatnio komentowane
Sylwester? Byleby bez dzieci!
Natalia Białobrzeska | Moja opinia - Twój komentarz | 2012-01-03Co to się stało, że ludzie zakładają rodziny, ale chętnie nadal żyliby jak wolne single
Co to się stało, że w czasach prawdziwej biedy, lęku przed wojną ludzie nie czuli strachu przed posiadaniem sporej gromadki dzieci - przynosiły one radość, nadzieję i dumę, a dziś w czasach ogólnego dobrobytu, wielu możliwości, otwartych granic, w dobie rozwoju cywilizacyjnego ludzie uciekają, i to w najpiękniejszym okresie swojego życia, bo w młodzieńczych latach, przed posiadaniem choćby jednego dziecka?!
Jak to jest, że dziś z tym dzieckiem tak trudno wytrzymać, a rodziny, które mają ponad trójkę dzieci to już rodziny wielodzietne, pewnie biedne, których nie stać na zabezpieczenie się, słowem: jakaś patologia?
Jak to jest, że im człowiek bardziej się rozwija, tym bardziej karłowacieje i nie myśli perspektywicznie? Polska już ma wielki problem, co roku umiera więcej osób od liczby tych, które się rodzą. Jeśli coś nie przestawi się nam w tych wspaniale rozwiniętych mózgach, to możemy za parę lat obudzić się w muzułmańskiej cywilizacji, która w prokreacji nie widzi zagłady i życia "od pieluchy do pieluchy", ale szansę na prawdziwy rozwój i przetrwanie.
Jak to jest, że ten rok minął pod hasłami obrony osób homoseksualnych, które bądź co bądź nie zagwarantują nam ciągłości gatunku ludzkiego, a temat rodziny sprowadzono do tematu in vitro - rzekomej metody leczenia niepłodności? Warto pamiętać, że spora grupa osób, tych ubiegających się o dziecko, to właśnie ci, którzy przespali swoją młodość, najpłodniejsze lata, którzy faszerowali się antykoncepcją, a później zdziwieni konsekwencjami dramatycznie wołają "ja chcę dziecko!".
Wszystko jest do góry nogami: żyjmy jak najdłużej na kocią łapę, zwiążemy się co najwyżej kredytem na 40 lat życia, kupimy sobie psa, a o dziecku pomyślimy po czterdziestce - wiadomo, że wtedy mamy 50% szans na urodzenie chorego dziecka, ale jeśli tak się zdarzy - usuniemy go, w końcu to nie nasza wina.
Po czterdziestce będziemy mieć super: wymarzone auto, dom, świetną pozycję w pracy; wprowadzimy w nasze życie nową metodę wychowawczą "zadbaj o siebie sam", zatrudnimy dwie opiekunki, my przecież będziemy zajmować się naszym dzieckiem wieczorem, jak pójdzie spać, a jak podrośnie to oddamy go do przedszkola 24/dobę i załatwimy pięć dodatkowych lekcji - przecież musi wyrosnąć na wszechstronnego człowieka.
A jak przyjdzie Sylwester, wejdziemy w ten Nowy Rok sami, tak jak było dawniej; dziecko podrzucimy niani, albo na "sylwestrowy bal" do przedszkola - przecież podobno jak przeżyje się Sylwestra, taki będzie cały Nowy Rok. Byleby bez dziecka!








