Trud codzienności

Paweł Sambor OFM | Duchowość rodzinna | 2012-02-14

Nie jest łatwo zaakceptować monotonię. Pierwszy trud, z którym małżonkowie powinni się skonfrontować, to prozaiczność życia.

 

Rzekł do nich Jezus:
„Napełnijcie stągwie wodą!”.
I napełnili je aż po brzegi.

Trud życia to trud codzienności i świadomość, że to, co w życiu piękne i wzniosłe, to tylko jego część (i to nie zawsze najważniejsza). Całą resztę stanowi nasze zmaganie z prozaicznością. Jeśli nie akceptujemy szarej codzienności, której znakiem jest ewangeliczna woda („napełnijcie stągwie wodą”), nie umiemy również rozpoznać głosu Pana, który przychodzi z pomocą ludzkiej słabości i przemienia ją w moc wina, znak radości i dobrobytu człowieka [1]. Nie jest jednak łatwo zaakceptować tę monotonię i wewnętrznie się na nią zgodzić, zwłaszcza że mass media kreują obraz świata sukcesu i nieustannego świętowania.

Pierwszy trud, z którym małżonkowie powinni się skonfrontować, to właśnie prozaiczność życia, jego zwyczajność i codzienność. O ile na etapie zakochania ta proza życia zdaje się jeszcze wypełniona światłem i kolorami, o tyle szarość staje się kolorem dominującym, gdy zakochanie mija. Kiedy wewnętrznie uciekamy od tej prozaiczności i szarości, ryzykujemy, iż będziemy zawieszeni gdzieś między przeszłością a przyszłością i nieobecni „tu i teraz”, w naszym realnym życiu. Stąd też każdego dnia trzeba zdobywać się na odwagę, by czerpać ze studni codzienności i zwyczajności, aby jej woda stała się w nas źródłem życia.

Studnia ludzkiego serca

Słudzy, którym Jezus polecił nanieść wody do stągwi, musieli zmierzyć się z realnym trudem, nawet jeśli ewangelista w tym względzie jest oszczędny w słowach, mówiąc nam tylko, iż „napełnili je aż po brzegi” (J 2, 7). Aby nanieść wody do stągwi, trzeba było iść najpierw (najprawdopodobniej) do źródła, które znajdowało się w centrum lub poza granicami wioski, aby jej stamtąd zaczerpnąć [2]. Obraz studni jest symbolem ludzkiego serca: serce człowieka [3], którego Bóg stworzył na swój obraz i podobieństwo, tak jak wnętrze studni, jest głębokie i nieprzeniknione.

Człowiek jest tajemnicą, ponieważ jest obrazem Odwiecznej Tajemnicy Boga, przenika go nieustanna tęsknota za Bogiem jako pełnią i ostateczną prawdą o sobie samym [4].

Nanieść wody do stągwi oznacza najpierw pójść do studni, a potem z niej zaczerpnąć. Głębia studni nie daje jednak pewności czerpiącemu; nie wiemy, czy od razu nam się to uda. Każde zawahanie ręki sprawi, że część wody wyleje się, zanim zdążymy ją wyciągnąć na powierzchnię.

Podobnie też dzieje się ze studnią naszego serca. Trzeba czasu i cierpliwości, aby nabrać wody. Im więcej jest w nas zniecierpliwienia, im więcej wykonujemy gwałtownych ruchów, tym większe prawdopodobieństwo, że dużą część wody wylejemy, a może nawet zmącimy źródło. Czerpać znaczy więc uczyć się cierpliwości.

W małżeństwie obraz studni odnosi się zarówno do naszego serca, jak i do serca współmałżonka. Trzeba nauczyć się czerpać najpierw z własnego serca, nie bojąc się jego głębi i ciemności. Jeśli nie umiem z niego czerpać, a chcę zaczerpnąć z serca drugiego człowieka, ryzykuję, iż zamiast tego zmącę źródło i odejdę w przekonaniu, że nie kryje ono wody życiodajnej, lecz mętną. Nawet jeżeli jestem bardzo spragniony, nie mogę działać pochopnie, gwałtownie i w zniecierpliwieniu.

Podobnie jest w miłości. Im więcej jest w nas zniecierpliwienia, głęboko skrywanych ran, nieuświadomionych pretensji, które przerzucamy na współmałżonka, tym mniejszą mamy szansę, że uda nam się zaczerpnąć wody; najgorsza możliwość to ta, że odejdziemy w przekonaniu, że źródło nie jest warte naszego trudu. Trzeba więc najpierw nauczyć się czerpać ze źródła własnego serca, zdobyć się na odwagę poznawania prawdy o nas samych, o naszych zaletach i wadach, o pragnieniach i marzeniach, ale i o naszych wewnętrznych ranach. Im więcej jest w nas pokornej prawdy o nas samych, tym więcej również wewnętrznej wolności względem siebie i wobec drugiego człowieka.

Sztuka czerpania ze studni

Zaczerpnąć wody ze studni oznacza również posiąść sztukę czerpania z niej. Nie wystarczy bowiem pójść do źródła, trzeba również nauczyć się z niego czerpać. Erich Fromm mówi o sztuce kochania, ta zaś, jak każda inna sztuka, wymaga poznania pewnych zasad i praktyki. Pisze on:

Pierwszy krok, jaki należy zrobić, to uświadomić sobie,że miłość jest sztuką, tak samo jak sztuką jest życie; jeżeli chcemy nauczyć się kochać, musimy postępować w sposób identyczny jak wówczas, gdy chcemy nauczyć się jakiejkolwiek innej sztuki, powiedzmy muzyki, malarstwa, stolarstwa, sztuki medycznej czy inżynieryjnej [5].

Proces nauki składa się z dwóch etapów: z poznania teorii i opanowania praktyki [6]. Sama teoria nie sprawia, że we właściwy sposób posiądziemy jakąś sztukę, podobnie również praktyka bez solidnych teoretycznych podstaw staje się chaotyczna i mało wydajna. Ponadto sztuka wymaga także naszego zaangażowania [7] i koncentracji [8], to znaczy musi stać się dla nas ważna. Wymaga ona również wewnętrznej dyscypliny.

Nigdy w niczym nie osiągnę dobrych wyników, jeżeli nie będę wykonywał tego w sposób zdyscyplinowany; jeżeli robię cokolwiek tylko wtedy, kiedy „jestem w nastroju”, uprawiam miłe lub zabawne hobby, lecz nigdy nie stanę się mistrzem w tej dziedzinie. Ale problem nie ogranicza się jedynie do dyscypliny w uprawianiu określonej sztuki (powiedzmy do ćwiczenia się w niej codziennie przez kilka godzin), lecz jest problemem dyscypliny całego życia [9].

Miłość i uczucia

Miłość w sposób naturalny kojarzy się nam z bogactwem i pięknem uczuć. W rzeczywistości jednak nie można jej utożsamić z samymi „pięknymi uczuciami”, nawet jeśli towarzyszą one miłości. Gdyby miłość była uczuciem, byłaby niezwykle chwiejna i podatna na liczne zmiany. Nie zawsze przecież żywimy piękne uczucia, czasami stają się one dla nas trudne, a wręcz bolesne. Nie można jednak lekceważyć uczuć, są one bowiem integralną częścią naszej natury i naszym bogactwem. Chodzi o to, abyśmy byli świadomi tego, co przeżywamy [10], oraz uważnie słuchali naszych uczuć. Same w sobie nie są one ani dobre, ani złe [11]. Są pewną siłą, która w nas tkwi, i źródłem informacji o naszym wewnętrznym stanie, o tym, co aktualnie przeżywamy.

Gdy człowiek unika kontaktu z uczuciami, wtedy nie tylko traci szansę na zrozumienie własnej sytuacji życiowej,ale traci kontrolę nad własnym zachowaniem, czyli ryzykuje, że przeżycia, których sobie nie uświadamia, zaczną kierować jego myśleniem i postępowaniem. Dla przykładu, jeśli ktoś przeżywa zazdrość i nie ma odwagi,by sobie to uświadomić, to taka nieuświadomiona zazdrość będzie kierowała jego postępowaniem, a on sam nie będzie mógł tego zmienić. Człowiek nie może przecież zapanować nad czymś, z czego nie zdaje sobie sprawy. Jeśli natomiast sam przed sobą zdemaskuje swoją zazdrość, to ma szansę czuwać, by nie skrzywdzić osoby, wobec której jest zazdrosny, a jednocześnie ma szansę odkryć i wyeliminować źródło zazdrości, np. swoją skłonność do porównywania się z innymi ludźmi, albo swoją nadmierną zależność emocjonalną od danej osoby [12].

Gdy podchodzimy do uczuć w sposób właściwy, one nami nie rządzą, ale informują nas o naszym wewnętrznym stanie [13]. Uczucia trzeba nazywać po imieniu, należy starać się określić to, co przeżywamy, czego lub kogo one dotyczą, co przed nami odsłaniają. W przeciwieństwie do emocji uczucia nie zawsze są odpowiedzią na to, co nas bezpośrednio spotyka lub co nam się przydarza [14]. Mają one (tj. uczucia) związek z naszą relacją do świata [15], są jakby szczelinami, poprzez które nasza przeszłość lub nasze oczekiwania docierają na „stół teraźniejszości” [16].

Miłość samego siebie a egoizm

W miłości małżeńskiej należy jasno odróżnić miłość samego siebie, która też jest podstawą miłości bliźniego, od miłości chorobliwie skoncentrowanej na sobie, czyli od egoizmu i narcyzmu.

Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem,całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego (Mt 22, 37–39; por. Kpł 19, 18)

– tymi słowami Jezus odpowiada na pytanie faryzeusza o największe przykazanie w Prawie. Wydaje się, że miłość samego siebie jest punktem wyjścia dla miłości bliźniego.

To, w jaki sposób patrzę na siebie, jak siebie postrzegam, w jakiej mierze siebie akceptuję, często znajduje swoje odzwierciedlenie w postawie wobec innych osób, zwłaszcza zaś współmałżonka. Stąd też nierzadko u innych irytują nas takie zachowania, których nie akceptujemy u nas samych.

„Nastawienie do innych osób jest uwarunkowane tym, jak w ogóle traktujemy samych siebie. Jeżeli człowiek nie potrafi szczerze i otwarcie przyznać się do tego, co jest w nim dobre i wartościowe, to również nie pozwoli innemu przyznać się do tego” [17]. Miłość samego siebie to przede wszystkim poznanie i zaakceptowanie siebie, pogodzenie się ze swoimi ograniczeniami i słabościami.

Nawet jeśli egoizm często potocznie określany jest jako miłość samego siebie, jest on jednak miłością chorobliwą. Egoista w rzeczywistości kocha siebie za mało i w niewłaściwy sposób. „Wydaje się, że człowiek taki zbytnio dba o siebie, w rzeczywistości jednak dokonuje tylko bezowocnych prób, aby ukryć i jakoś zrekompensować niepowodzenia w pielęgnacji swojego prawdziwego ja”18. Postawa narcystyczna zaś zakłada brak obiektywizmu wobec wydarzeń i ludzi. Osoba prezentująca taką postawę ocenia świat zewnętrzny tylko i wyłącznie poprzez pryzmat swojego wnętrza, swoich stanów i myśli. W konsekwencji ów świat wydaje się jakimś rodzajem przedłużenia jej samej. W tej perspektywie tylko narcyz jest właściwą instancją zdolną ocenić zewnętrzny świat i dlatego też nie akceptuje odmiennych opinii. Aby wyzwolić się z postawy narcystycznej, należy uczyć się obiektywnego myślenia polegającego na rozróżnianiu pomiędzy skrzywionym obrazem rzeczywistości (lub osoby), ukształtowanym przez nasze pragnienia i lęki a obiektywną rzeczywistością [19].

Głębia ludzkiego serca

Powróćmy jeszcze raz do obrazu źródła i studni. Powiedzieliśmy, że czerpanie ze studni jest pewną sztuką, którą człowiek musi posiąść, aby nie zmącić źródła i zaczerpnąć wody. Studnia ludzkiego serca jest głęboka i nieprzenikniona. Jej głębię tworzy świat przeżywanych uczuć, nasze pragnienia i nadzieje, nasze radości i smutki.

Czerpać ze studni to otwierać się na niepowtarzalność współmałżonka, na jego wrażliwość, jego przeżycia, nadzieje i oczekiwania, na jego historię naznaczoną zarówno dobrem, jak i bólem. Czerpać ze studni to zdobywać się na odwagę, by dostrzec niepowtarzalność drugiego człowieka (żony, męża) i ją zaakceptować. Niepowtarzalność ta związana jest tak z naszą osobowością i naszym indywidualnym sposobem przeżywania, jak i z faktem bycia mężczyzną lub kobietą. Sposób patrzenia na świat, na życie, na miłość nie zależy bowiem tylko od nagromadzonego doświadczenia, związany jest również z tym, kim jesteśmy w najgłębszej swej istocie. Czerpać ze studni znaczy więc nie tylko otworzyć się na naszą historię, ale także na dar naszej niepowtarzalności jako mężczyzny lub kobiety.

Nie można jednak czerpać ze źródła, którym jest drugi człowiek, gdy nie nauczyliśmy się czerpać z głębin naszego serca, gdy nasze serce pozostaje przed nami zakryte. Czerpać ze źródła to najpierw poznawać samego siebie, to poznać nasze pragnienia i oczekiwania, nasze aspiracje i nadzieje, to również zaakceptować naszą ułomność i kruchość w miłości. Im więcej jest w nas prawdy o nas samych, tym większa możliwość i nadzieja na to, że będziemy kochać sercem wolnym, które nie będzie chciało „przywłaszczyć” sobie drugiego człowieka, ale będzie gotowe go pokochać w jego niepowtarzalności.

Nosimy w sobie tajemnicę jeszcze głębszą: pragnienie Boga, nadzieję na życie bez końca w prawdziwym szczęściu. Jesteśmy bowiem stworzeni na obraz Odwiecznej Tajemnicy, Boga w Trójcy Jedynego, a zatem nosimy w sobie znamię tej tajemnicy. Serce człowieka jest w jakimś sensie niezgłębione, przypomina drzwi otwarte na wieczność, bogactwo kolorów, które bez światła, ukryte w ciemności, nic nie znaczy. Czasami jednak, znużeni codziennością, zapominamy o tajemnicy ludzkiego serca. Codzienność życia małżeńskiego i nabyte z czasem przyzwyczajenia utrudniają nam spojrzenie wiary na współmałżonka, którego czasami redukujemy do dobrze poznanego „przedmiotu”. Musimy więc nieustannie otwierać się na tę pierwszą Tajemnicę, którą jest sam Bóg, szukać Jego woli, otwierać się w naszym życiu na Boże prowadzenie. Im bardziej otwieramy się na niezgłębioność Bożej Tajemnicy, tym bardziej odkrywamy, że drugi człowiek, nasz współmałżonek, jest odbiciem tej Tajemnicy, ponieważ Bóg go stworzył na swój obraz i podobieństwo.

Przypisy:

[1] Zob. X. Léon-Dufour, Lecture de l’évangile selon Jean, vol. I, Paryż 1988, s. 222.

[2] Św. Jan nie podaje szczegółów dotyczących pochodzenia tej wody. Nie pisze, czy była ona wodą ze studni, czy też z cysterny, a więc mogła znajdować się w pobliżu domu. Niemniej jednak obraz studni lub źródła jest u św. Jana bardzo ważny. Możemy odwołać się tutaj do rozmowy Jezusa z Samarytanką przy źródle Jakuba (zob. J 4, 1–26) lub do słów Jezusa „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza” (J 7, 37–38).

[3] Por. Prz 4, 23; Jer 17, 9; 31, 33; Łk 6, 45.

[4] Por. J.-L. Marion, Au lieu de soi. L’approche de Saint Augustin, Paryż 2008, s. 342–352.

[5] E. Fromm, O sztuce miłości, dz. cyt., s. 18.

[6] Tamże, s. 19.

[7] ,,Warunkiem koniecznym do opanowania jakiejś sztuki jest pełne zaangażowanie się w pracę nad nią. Jeśli sztuka ta nie stanie się dla ucznia czymś najważniejszym, nigdy jej nie opanuje. W najlepszym wypadku pozostanie dobrym dyletantem, ale nigdy nie stanie się mistrzem. Warunek ten jest równie niezbędny przy opanowaniu sztuki miłości, jak każdej innej sztuki” (tamże, s. 111).

[8] Zob. tamże, s. 113–116.

[9] Tamże, s. 109–110.

[10] „Ktoś zdaje sobie na przykład sprawę z uczucia zmęczenia czy przygnębienia i zamiast mu się poddawać i podtrzymywać je ponurymi myślami, które są zawsze na podorędziu, pyta sam siebie: «Co się stało? Dlaczego jestem w takim złym nastroju?». To samo dzieje się, kiedy człowiek zauważa, że jest zirytowany, rozzłoszczony czy też ma ochotę trochę pomarzyć albo oddać się jakiemuś zajęciu, które pozwoli mu uciec przed własnymi myślami. W każdym z tych przykładów jest rzeczą ważną, aby zdać sobie z tego sprawę, a nie próbować tłumaczyć to rozumowi na tysiąc i jeden możliwych sposobów; co więcej, należy być wrażliwym na nasz wewnętrzny głos, który powie nam – często bardzo szybko – dlaczego jesteśmy niespokojni, przygnębieni czy zdenerwowani” (tamże, s. 116–117).

[11] Zob. E. Sujak, ABC psychologii komunikacji, Kraków 2010, s. 63–64.

[12] M. Dziewiecki, Poznawanie i przeżywanie własnych uczuć, [w:] http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IP/poznawanie_wl_uczuc.html

[13] Por. tamże.

[14] „Nasze uczucia nie są, a przynajmniej nie zawsze, zwykłymi reakcjami na otoczenie: czasami nasze uczucia będą z nim w harmonii (będziemy radośni w środowisku radosnym), innym razem zaś nie (pomimo otaczającej radości, święta, będziemy czuć się melancholijnie). Tak więc przez ten efekt kontrastu zdobędziemy lepszą świadomość naszych uczuć”: Zob. Ch. André, L’expérience des sentiments, [w:] „Christus” 2011 (lipiec), nr 231, s. 268.

[15] Zob. tamże, s. 264.

[16] Zob. tamże, s. 267.

[17] J. Powell, Jak kochać i być kochanym, Pelplin 2006, s. 21.

[18] E. Fromm, O sztuce miłości, dz. cyt., s. 68.

[19] Zob. tamże, s. 118–119.

Za: A kiedy zabrakło wina... W poszukiwaniu duchowości małżeńskiej

Copyright © by Wydawnictwo Esprit

Udostępnij w : Wyślij znajomemu
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner technologiczny:

Plus GSM

Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU


Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011