Nowości
Ostatnio komentowane
Wymiar duchowej walki w małżeństwie
Paweł Sambor OFM | Duchowość rodzinna | 2012-02-13Jeśli małżeństwo jest duchową drogą we dwoje ku Bogu, z konieczności jest również przestrzenią duchowej walki.
I napełnili je aż po brzegi.
Jeśli małżeństwo jest duchową drogą we dwoje ku Bogu, z konieczności jest również przestrzenią duchowej walki, przestrzenią, w której należy uczyć się odczytywać i rozeznawać natchnienia, sugestie, pragnienia i uczucia. O życiu duchowym mówimy wówczas, gdy człowieka stara się żyć w obecności Bożej i z myślą o Bogu. Stąd też nie każde nasze doświadczenie będzie rozumiane w sensie duchowym, ale tylko to, które wynika z życia skupionego na Bogu, z poszukiwania Boga i Jego woli w codzienności.
Życie duchowe nie jest tym samym, co życie psychiczne albo życie wewnętrzne człowieka rozumiane jako „całokształt twórczych możliwości człowieka, które niekoniecznie muszą się wiązać z życiem religijnym” [1]. Życia psychicznego nie można utożsamiać z życiem duchowym, nie są one jedną rzeczywistością o dwóch różnych imionach. Niemniej jednak nie są też szczelnie od siebie oddzielone, jak woda i oliwa, które połączone nie mieszają się nigdy. Są to dwa wymiary człowieka, które wzajemnie się przenikają i na siebie wpływają. To, co duchowe, dotyka tego, co psychiczne, a nasza psychika nie pozostaje bez wpływu na naszą duchowość.
Jeśli małżeństwo jest przestrzenią duchowej walki, z konieczności należy poznać pewne jej aspekty. W małżeństwie mamy do czynienia nie tylko z indywidualnym kuszeniem, ale również z kuszeniem w perspektywie małżeństwa, z kuszeniem, które ma rozbić jedność i zgasić miłość małżonków. Tak więc nie tylko dusza człowieka, ale i relacja małżeńska staje się polem zmagania między Bożym wezwaniem do szczęścia a działaniami Szatana, jego namowami, poprzez które chce on podzielić małżonków.
Szatan, ojciec nienawiści, nie znosi szczęścia człowieka, stara się je naruszyć i zniszczyć. Rozważając duchową walkę i tematykę kuszenia, należy jednak unikać dwóch skrajności. Pierwsza polega na zupełnym ignorowaniu istnienia Szatana i jego działania, druga na dostrzeganiu działania złego ducha wszędzie i w każdej sytuacji. Starając się rozeznać daną sprawę, należy się kierować cnotą roztropności i pokory. Przede wszystkim jednak rozeznawanie w sensie duchowym wymaga życia wiarą i modlitwą, ponieważ nie dotyczy ono wyłącznie kwestii czysto ludzkich.
Potrzebujemy Bożego światła, aby móc rozeznać, co jest pożyteczne dla miłości i ją buduje, a co ją niszczy poprzez pokusy złego. W życiu duchowym istotne jest rozeznawanie naszych myśli i pragnień. Jest to tym bardziej niezbędne, gdy zdamy sobie sprawę z tego, że nasz sposób myślenia nie pozostaje bez wpływu na nasze odczucia, reakcje i zachowania; treść naszych myśli może oddziaływać na nasz sposób przeżywania rzeczywistości i na nasze reakcje [2]. Należy więc „badać” nasze myśli, przyglądać się im i pytać zarówno o ich źródło, jak i o ich cel, o to, ku czemu one zmierzają. Należy równocześnie pamiętać, że tylko Bóg zna nasze myśli i tylko On ma dostęp do naszego ducha (do inteligencji, pamięci i woli), ponieważ jest Tym, który nas stworzył i który podtrzymuje nasze istnienie. Zły duch nie zna bezpośrednio naszych myśli, jest on zdany na swoją inteligencję, która jednak przewyższa naszą. Jeśli więc zły duch może mieć jakiś wpływ na człowieka, to poprzez zmysłową część naszej natury, naszą emocjonalność, odczuwanie czy wyobrażenia.
Zmysł jest jedyną domeną, poprzez którą zły duch może bezpośrednio wpływać. Gdzie indziej nie ma on żadnej bezpośredniej mocy działania, z wyjątkiem sytuacji, gdy osoba w sposób wolny mu na to zezwala. Szatan nie ma żadnego bezpośredniego dostępu do ducha (inteligencja, wola i duchowa pamięć) osoby, która mu na to nie zezwala, ponieważ duch człowieka jest zarezerwowany wyłącznie dla działania osoby ludzkiej, jej samej, i dla Boga (...), któremu człowiek zezwala na działanie (zwłaszcza poprzez swoją modlitwę). Zły duch nie wie, co się dzieje w ludzkiej duszy (l’esprit). To, co może on wiedzieć, i jego sposób przeciwstawiania się wypływają z jego dedukcji [3].
Zły nie ma wglądu w głąb ludzkiego serca, niemniej jednak może on wyciągać określone wnioski z przyjętej postawy, zachowania, przeżyć i odczuć, jest on bowiem duchem bardzo inteligentnym.
Clive Staples Lewis, zastanawiając się nad taktyką kuszenia przez złego ducha, zauważa, że najbardziej podstawową strategią wydaje się wykorzystanie refleksji nad naszym życiem, postępowaniem i odczuwaniem. Diabeł, jak zauważa pisarz, chce za wszelką cenę odciągnąć człowieka od refleksji nad jego życiem i od stawiania pytań na ten temat, ponieważ wie, że jeśli człowiek poszukuje odpowiedzi i stara się zrozumieć siebie, ma szansę otworzyć się na prawdę, której on, Szatan, ojciec kłamstwa, nie znosi:
Zabawne jest, jak śmiertelnicy stale wyobrażają nas sobie jako tych, którzy wtłaczają im coś w głowę; w rzeczywistości najlepszą robotę wykonujemy wtedy, gdy pewnych rzeczy nie dopuszczamy do ich świadomości [4].
Można przeto sformułować ogólną zasadę: we wszystkich czynnościach umysłu, które sprzyjają naszej sprawie, popieraj u pacjenta [tj. człowieka wierzącego] nieświadomość samego siebie i zachęcaj go do skupienia uwagi na przedmiocie, natomiast we wszystkich sytuacjach korzystnych dla Nieprzyjaciela [tj. Chrystusa] skierowuj jego uwagę z powrotem na jego własny umysł. Niech zniewaga lub ciało kobiece tak przykuje jego myśl i uwagę, by nie zdawał sobie sprawy z sytuacji i by nie myślał: „Oto wstępuję obecnie w stan zwany Gniewem” albo „Oto ogarnia mnie Żądza”. Przeciwnie, niech refleksja: „Oto moje uczucia stają się teraz pobożniejsze i bardziej miłosierne” tak przykuje jego uwagę do samego siebie, by już nie spoglądał poza siebie i skutkiem tego nie mógł dojrzeć naszego Nieprzyjaciela ani swych własnych sąsiadów [5].
Tam, gdzie brakuje refleksji nad własnym postępowaniem i przeżywanymi emocjami, których nie staramy się zrozumieć, często wkrada się wewnętrzne zamieszanie i chaos. Zły duch może bowiem posłużyć się naszymi urazami, skojarzeniami czy wspomnieniami, aby zamknąć nas na współmałżonka i skoncentrować całą naszą uwagę na nas samych.
Zły duch nie tylko próbuje wpływać na nasze odczuwanie i emocje, starając się je zaciemnić na przykład poprzez ożywianie uraz i podsycanie pamiętliwości, stara się on również wkraść w relacje małżeńskie, wprowadzając niejasności, niedopowiedzenia, zamieszanie i niepokój.
Kuszenie złego ducha rzadko jest jego wyłącznym dziełem. Zazwyczaj posługuje się on znajomością ludzkich odczuć, wywołuje w człowieku obrazy i przeżycia, które mają sprzyjać podziałom lub osłabić relację. Czasami Szatan posługuje się ludzką słabością współmałżonka, aby pobudzić nas do złości, lęku, niepokoju czy do zazdrości.
Owszem, wiele takich przypadków możemy racjonalnie wytłumaczyć poprzez pewne mechanizmy psychologiczne, niemniej jednak nie można tu wykluczyć również pewnej przebiegłości Szatana, który – posługując się naszymi naturalnymi reakcjami (w sensie psychologicznym), naszym sposobem odczuwania i wrażliwością, zwłaszcza zaś naszymi ranami – próbuje wprowadzić między nas podziały.
Zły duch, jak już to powiedzieliśmy, nie ma dostępu do duchowej części naszego wnętrza, czyli do naszych myśli, do pamięci i woli, może jednak wpływać na naszą sferę zmysłową, na to, co dotyczy odczuwania i przeżywania.
Św. Ignacy Loyola w jednej z zasad duchowej walki poucza:
[Nieprzyjaciel] zachowuje się podobnie jak dowódca, który chce zwyciężyć i zebrać łup. Dowódca bowiem i wódz wojska zakłada obóz i po zbadaniu sił i położenia zamku atakuje go od najsłabszej strony. W podobny sposób [postępuje] nieprzyjaciel natury ludzkiej: krąży, bada ze wszystkich stron wszystkie nasze cnoty teologalne, główne i moralne, i atakuje nas oraz próbuje zwyciężyć tam, gdzie nas znajdzie słabszymi i gdzie nam więcej brakuje do zbawienia wiecznego [6].
Gdy zły duch nas kusi, nie posługuje się tym, co w nas jest mocne i solidne, ale tym, co słabe, kruche i poranione. Stąd też wydaje się oczywiste, iż będzie starał się odciągnąć nas od prawdy o nas samych, trzymając nas w nieświadomości co do naszych wewnętrznych ran i słabości. Gdy diabeł próbuje wpływać na nas, na naszą relację, i nami manipulować, korzysta z tego, co ma do dyspozycji – z naszych zranień, rozczarowań, skłonności do krytyki, z pewnej kruchości moralnej lub psychologicznej. W swym działaniu stara się on odciągnąć nasz wzrok od Boga i od prawdy o nas samych, koncentrując nas na naszym przeżywaniu i odczuwaniu. Oczywiście nie każde przeżycie wynika z sugestii złego, niemniej jednak roztropność każe nam pytać o źródła i kierunek naszych odczuć. Św. Jan od Krzyża pisze:
Latającej ćmie mało pomagają oczy, jeżeli pożądanie piękności światła zaślepioną unosi ją w ogień. Możemy powiedzieć, że dusza żyjąca pożądaniami jest jak ryba oślepiona światłem, dla której jest ono raczej ciemnością, aby nie widziała niebezpieczeństw zgotowanych jej przez rybaków. Dobrze to wyraża Dawid (Ps 57, 9), mówiąc:„Supercedidit ignis, et non viderunt solem”. Znaczy to, że spadł na nich ogień palący swym żarem i oślepiający blaskiem. To samo sprawia pożądanie w duszy. Rozpala pożądliwość i oślepia rozum, tak, że nie może widzieć swego światła. Przyczyną oślepienia jest to, że stawiając przed oczami inne światło, oślepiamy nim wzrok do tego stopnia, że nie dostrzega innego światła. Podobnie i pożądanie, będąc tak bliskie duszy, że jest właściwie w niej, sprawia, że ona zatrzymuje się na tym świetle i żywi się nim; nie może zatem zobaczyć swojego światła trzeźwego rozumu, dopóki się nie usunie tej oślepiającej przeszkody pożądania [7].
Słowo „pożądanie”, które znajdujemy w przytoczonych słowach, należy rozumieć tu nieco szerzej. Odwołuje się ono do wewnętrznej siły pragnienia i chęci w człowieku. „Pożądanie” może więc oznaczać zarówno pożądanie cielesne, ale również nasze pasje i to wszystko, co jest w stanie przyciągnąć naszą uwagę i opanować wolę, stopniowo zaciemniając również właściwy osąd. Pomyślmy tu chociażby o uczuciu gniewu, zazdrości czy o rozmaitych urazach, które prowokują w nas wewnętrzne dialogi, wprowadzając w nas jeszcze większy niepokój, złość i poczucie krzywdy. Owe wewnętrzne dialogi rozpoczynają się niepozornie i często przybierają formę roztrząsania „słusznych urazów”; zwykle odwołują się do konkretnych sytuacji, do tego, co realnie miało miejsce. Niestety później idą dalej, prowokują wewnętrzne rozbicie człowieka, rozbudzają lub podsycają nieufność wobec innych. Jest niezwykle istotne, aby w życiu małżeńskim mieć świadomość owej dynamiki, ponieważ małżeństwo ze swej natury obarczone jest dużym bagażem emocjonalnym. W małżeństwie słowa, gesty, jak również ich brak, mają inną wartość i inny ciężar gatunkowy.
Trzeba niezwykle uważać, aby wewnętrzne dialogi, motywowane podejrzeniami i niedopowiedzeniami, nie zastąpiły realnego dialogu i komunikacji małżeńskiej. Dodajmy jeszcze, że lęk i niepokój może stać się jednym z oręży złego ducha, ponieważ wie on, iż lęk może wewnętrznie sparaliżować człowieka. Lęk sprawia, że zaczynamy się wahać, powstrzymuje nasze działanie, osłabia naszą duchową odporność, sprawia, że jego przedmiot urasta do rozmiarów niemożliwych do pokonania trudności. Ważne jest aby, mając świadomość swoich odczuć, nie ulec owemu lękowi, ale zaufać Chrystusowi, który ma moc rozproszyć każde mroki i uciszyć najbardziej nawet wzburzone morze.
Warto zwrócić uwagę na to, iż szatan nie może bezpośrednio poznać świata łaski, do którego dają dostęp tylko pokora i miłująca wiara. Nie zna on również Bożego działania w duszy, a relacje duszy z Bogiem są przed nim zupełnie zakryte [8]. Nie ma on dostępu do szczegółowych Bożych planów odnośnie do danej osoby oraz konkretnego małżeństwa. Gdy małżonkowie wychodzą poza to, co jest „przeżywane” i „doświadczane”, i zaczynają kierować się w życiu wiarą, są coraz mniej podatni na bezpośrednią manipulację złego ducha, umykając przed nim. Dla chrześcijanina wiara – nawet jeśli jest ciemna, bowiem „teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” (1 Kor 13, 12) – jest drogowskazem prowadzącym ku Bogu, natomiast dla Szatana, w którym nie ma miłości, wiara jest „totalną ciemnością”, w której się gubi. Dlatego zły będzie starał się odwrócić wzrok małżonków od drogi i życia w perspektywie wiary, kierując ich w te przestrzenie, w których ma on dostęp do człowieka, aby móc nimi manipulować.
Gdy mija czas zakochania, zły duch może podsunąć małżonkom pokusę związaną z sensem właśnie tego „pierwszego dotknięcia miłości”. Można sądzić, że jak człowiek zmienia się wraz ze zmieniającym się społeczeństwem, tak również pokusa zostaje „dopasowana” do nowych okoliczności. Wydaje się, że współcześnie owa pokusa jest mniej skoncentrowana na poczuciu „utraconego raju”, wywołującym w nas smutek, bardziej zaś na relatywizowaniu sensu „pierwszego doświadczenia”. Zły kusi nas, abyśmy zobaczyli naszą przeszłość (zakochanie) jako czas naiwności, niedojrzałości. Jest to pokusa trudniejsza do rozeznania i zarazem do odrzucenia. Z jednej strony odwołuje się do intelektualnych przesłanek psychologii, z drugiej zaś strony forma tej pokusy mocno relatywizuje nasze pierwsze doświadczenie i nasze przeżycia; jeśli nasza miłość była niedojrzała i naiwna, w rzeczywistości nie mamy ostatecznie czego żałować lub czego opłakiwać.
Pokusa tego rodzaju, jako że wydaje się racjonalna, będzie dla nas bardziej przekonująca. Niebezpieczeństwem tej pokusy jest oderwanie naszego serca od tego pierwszego ważnego doświadczenia miłości. Dodajmy jednak, że chociaż nie można wykluczyć realnej niedojrzałości do miłości, to należy zachować tutaj szczególną ostrożność, aby nie pomylić jej z sytuacją pokusy.
W życiu małżeńskim jedną z trudnych i bolesnych pokus, które prowadzą do zniechęcenia, jest ta dotycząca przeżywanego czasu. Polega ona na poczuciu uwięzienia w czasie, nadaniu mu charakteru „wieczności”, którego w rzeczywistości nie posiada. Człowiek jest niejako uwięziony w trudnych wydarzeniach, w poczuciu, iż prawdziwa przyszłość, ta, która niesie ze sobą nadzieję, dla nas nie istnieje. Ta pokusa powoduje pewien rodzaj wewnętrznego paraliżu nadziei: „przyszłość nie może przynieść mi zmiany”.
Dotyczy ona zarówno życiowych sytuacji, jak również postawy drugiego człowieka (współmałżonka). Pokusa ta wyraża się w braku wiary co do jego zmiany lub poprawy, a czasami nawet co do jego powrotu. Trzeba jednak pamiętać, iż czas nie ma wymiaru absolutnego, nie jest wiecznością, stąd też zawsze wiąże się z nadzieją na zmianę [9]. Dodajmy na koniec pewną uwagę. Gdy małżonków dotyka kryzys, może on rozciągnąć się również na relację z Bogiem. Niepewność sytuacji i burzliwie przeżywane emocje (złość, pretensje, żal, gniew, trudności w przebaczaniu itd.) sugerują nam bowiem, iż taka sytuacja nie może być przestrzenią, w której Bóg się objawia lub do nas przemawia. Rozdzielamy wówczas, nieświadomie, naszą duchowość i sprawy życia codziennego, oddzielamy to, co ludzkie, od spraw Bożych. Jest to pokusa subtelna dla wierzących, o tyle niebezpieczna i trudna do rozeznania, iż jest „pokusą pobożną”: staramy się chronić świętość spraw Bożych przed nami samymi. Trzeba jednak pamiętać, że to nie negatywne emocje i uczucia (a nawet nasza słabość) przeciwstawiają się Bogu, lecz brak pokory i pycha.
Przypisy:
[1] M. Chmielewski, Podstawowe zagadnienia metodologiczne teologii duchowości, [w:] „Roczniki Teologiczne” 1991–1992, nr 38–39 (zeszyt 5), s. 24.
[2] Zob. A. Grün, Jak sobie radzić ze złem, Kraków 2001, s. 31.
[3] J.-Y. Marchand, M.-L. Huet, La personne humaine et les nuits. Elément de vocabulaire, dz. cyt., s. 26.
[4] C.S. Lewis, Listy starego diabła do młodego, tłum. S. Pietraszko, Poznań 2005, s. 32.
[5] Tamże, s. 40–41.
[6] Św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia duchowe, nr. 327 (Reguła 14), Kraków 2008, s. 139.
[7] Św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel I, 8.3, dz. cyt., s. 211–212.
[8] Św. Augustyn, Państwo Boże, 9,22, tłum. W. Kubicki, Kęty 2002, s. 351: „(...) demony nie widzą wiecznych i, że tak powiemy, zasadniczych przyczyn czasów w mądrości Bożej, lecz mając więcej od nas doświadczenia w rozumieniu pewnych przed nami zakrytych znaków, daleko też więcej niż ludzie przewidują rzeczy przyszłe i stąd swoje plany niekiedy przepowiadają. Wreszcie demony często się mylą, aniołowie – nigdy pod żadnym względem. Albowiem co innego jest z doczesnych rzeczy doczesne wyprowadzać wnioski i ze zmiennych zmienne, i do nich włączać doczesny i zmienny sposób swej woli i swej zdolności, co jest demonom dla pewnych powodów dozwolone; a co innego znów przewidywać zmiany czasów w przedwiecznych i niezmiennych prawach Boga, żyjących w Jego mądrości, tudzież poznawać przez uczestniczenie w Duchu Bożym wolę Jego, która jest zarówno najpewniejsza, jak i najpotężniejsza nad wszystko; a to aniołom świętym wedle sprawiedliwego podziału jest dane”.
[9] Zob. M.P. Laroche, Une seule chair. L’aventure mystique du couple, Paryż 1998, s. 110–111.








