Nowości
Ostatnio komentowane
Małżeństwo i Eucharystia
Paweł Sambor OFM | Duchowość rodzinna | 2012-02-12Przyjmując Ciało Chrystusa jako małżonkowie, musimy stawiać sobie pytanie, czy nasza postawa wobec współmałżonka wyraża jedność i miłość.
Trzeciego dnia
odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej.
Opis godów w Kanie Galilejskiej wprowadza nas w przestrzeń uczty i wspólnego świętowania, gdzie stół weselny, zwłaszcza w kontekście świata biblijnego, ma szczególny wymiar wspólnoty i znaku jedności. Tym stołem, który przygotował dla nas Pan, jest Eucharystia, dar Chrystusowego Ciała dla Kościoła. Czerpie ona z tajemnicy Chrystusa i daje w niej uczestnictwo. Jak chrzest zanurza nas w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa (zob. Rz 6, 3–4) i czyni nas członkami Chrystusowego Ciała, czyli Kościoła, tak Eucharystia to Ciało Mistyczne karmi, napełnia je życiem Tego, który umarł, a teraz żyje na wieki (por. Ap 1, 18). W sakramencie małżeństwa chrzcielne powołanie do świętości znajduje swoje uściślenie i sprecyzowanie, jest to świętość w miłości, przede wszystkim w małżeństwie i rodzinie. W Eucharystii małżonkowie dotykają tajemnicy ich sakramentu. Jak bowiem w sakramencie małżeństwa mężczyzna i kobieta otrzymują dar uobecniania tajemnicy jedności Chrystusa i Kościoła (zob. Ef 5, 21–33), tak w Eucharystii karmią się tą tajemnicą, ponieważ w niej Chrystus karmi swoje Ciało, czyli Kościół. Eucharystia posiada wiele wymiarów i dotyka wielu aspektów życia wiary. Gdy dotyka nas jako chrześcijan, karmi w nas tajemnicę bycia Ciałem Chrystusa, uczy nas wzajemnej odpowiedzialności za siebie. Gdy dotyka nas jako małżonków, karmi w nas tajemnicę bycia obrazem jedności Chrystusa i Kościoła. Te dwa wymiary Eucharystii nie są ze sobą sprzeczne, lecz komplementarne względem siebie. Eucharystia nie karmi tylko naszego indywidualnego życia wiary, ponieważ jej horyzontem jest zawsze całe Ciało Chrystusa, czyli Kościół.
Eucharystia i Wieczernik
Eucharystia ma swoje źródło w posłuszeństwie słowom Chrystusa „to czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22, 19) wypowiedzianym w Wieczerniku [1]. Ostatnia Wieczerza nie ma jednak nic wspólnego z pogodnym i radosnym świętowaniem. Jest to Wieczerza przed zbliżającą się męką i śmiercią Jezusa. W tym tak bardzo szczególnym i intymnym momencie Chrystus spotyka się ze słabością człowieka, z nieuporządkowaną miłością swoich uczniów. Podczas Ostatniej Wieczerzy jest obecny Judasz, który dzieli posiłek ze swoim Mistrzem. Ewangeliści podkreślają, że Jezus był świadomy zdrady Judasza (zob. Mt 26, 20–25; Mk 14, 17–21; Łk 22, 21–23; J 13, 21–30). Warto przypomnieć, że posiłek w świecie biblijnym ma znaczenie szczególne.
Dzielić stół, wspólnie łamać chleb, to dzielić życie drugiego człowieka. Ale podczas Ostatniej Wieczerzy, zwłaszcza według świadectwa św. Łukasza (22, 24–30), ma miejsce także dyskusja pomiędzy uczniami, spór o pierwszeństwo i hierarchię. Wydaje się, że uczniowie nie do końca zrozumieli wyjątkowość owej chwili, byli bardziej zajęci sobą i swymi ambicjami; kłócą się o wielkość. Uczniowie w tak szczególnym momencie okazują się małostkowi i bardziej pochłonięci sobą aniżeli słowami i gestami Nauczyciela.
Również postawa Piotra ujawnia jego słabość i skupienie na samym sobie. Z jednej strony, nie rozumiejąc pokornego gestu Jezusa umywania uczniom stóp, opiera się, mówiąc: „Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał” (J 13, 8), nawet jeśli w końcu ów gest przyjmuje. Z drugiej strony, nazbyt zapatrzony w siebie, pewny swej odwagi, zapewnia o swej pełnej wierności, której nie będzie w stanie dotrzymać, wyrzekając się swego Mistrza. Jezus jest świadomy kruchości Piotra i przepowiada jego zaparcie się (zob. Mt 26, 31–35; Mk 14, 26–31; Łk 22, 31–34; J 13, 36–38).
Pamiętajmy także o tym, co wydarzyło się po Wieczerzy: uczniowie nie są w stanie czuwać z Jezusem, nie rozpoznają wyjątkowości chwili, nie widzą trwogi Jezusa przed zbliżającą się męką. Uczniowie śpią (zob. Mt 26, 36–46; Mk 14, 32–42). Ostatnia Wieczerza nie ma więc nic wspólnego z pogodnym i beztroskim świętowaniem. Przeciwnie, jest ona przesycona ludzką biedą i małością apostołów, jest spotkaniem Jezusa z ludzką słabością, z kruchą miłością uczniów. Jezus nie wycofuje się jednak w tej sytuacji, nie „obraża się” za brak zrozumienia i wrażliwości ze strony apostołów, nie zamyka się w poczuciu porażki i zawodu.
Przeciwnie, biorąc chleb, wypowiada słowa: „To jest Ciało moje, które za was będzie wydane” (Łk 22, 19; por. 1 Kor 11, 24). Chrystus, doświadczając słabości swoich uczniów i zdrady Judasza, nie zamyka się na człowieka. Nie pozwala, aby grzech człowieka i niewrażliwość najbliższych osób zamknęły Go w sobie w poczuciu opuszczenia i zawodu. Bierze więc chleb i wino, aby je uczynić znakiem swej obecności.
W Wieczerniku Chrystus na kruchą i słabą miłość swoich uczniów odpowiada darem swego Ciała i Krwi [2]. W małżeństwie nie brakuje sytuacji i chwil, gdy odczuwamy zawód lub rozczarowanie drugim człowiekiem, gdy bliskie nam osoby, niekoniecznie ze złej woli, nas ranią. W tych bolesnych chwilach nierzadko reagujemy zamknięciem się w sobie lub wewnętrznym (czy nawet faktycznym) oddaleniem. Trudno jest nam nieraz stanąć ponad naszym bolesnym doświadczeniem i patrzeć na współmałżonka inaczej niż właśnie poprzez krzywdę lub jego słabość. Co więcej, to, co nas zabolało lub zraniło, często staje się przykrym ciężarem, który kładzie się cieniem na całej naszej codzienności. Eucharystia, która jest zakorzeniona w Wieczerniku („to czyńcie na moją pamiątkę”, Łk 22, 19), uczy, jak przemieniać porażkę i poczucie zawodu w dar ciała: „bierzcie i jedzcie z tego wszyscy: to jest bowiem Ciało moje...” (słowa konsekracji). Nie chodzi tutaj o ciało rozumiane przedmiotowo, jako część nas, ale jako znak obecności. Dar ciała nie oznacza udzielania „czegoś z nas”, ale bycie w pełni obecnym dla drugiego człowieka [3]. Eucharystia jest więc szkołą przemiany porażek, niepowodzeń lub zawodu w dar miłości. Nie likwiduje ona w sposób cudowny ludzkiej słabości, naszej czy współmałżonka, ale pomaga nam zrozumieć, że tylko miłość „nadobfita” jest w stanie uwolnić serce sparaliżowane ludzką słabością i grzechem. W jakimś sensie trud przemiany ludzkiej słabości w dar miłości, w „nadobfity” dar serca, uobecnia w codzienności tajemnicę Wieczernika (a więc i Eucharystii). Eucharystia uczy nas miłości w godzinie próby (od której ludzkie życie nie jest wolne); karmi nas również, na miarę naszej wiary, odwagą kochania współmałżonka pomimo doświadczenia jego słabości lub grzechu. Z drugiej strony, kochając w chwilach próby, odpowiadając darem miłości na jego słabość, coraz bardziej otwieramy się na tajemnicę samej Eucharystii.
Pokora, która łączy
Już na początku Eucharystii liturgia Mszy św. przewiduje akt pokuty, który zawsze wypowiadamy w pierwszej osobie liczby pojedynczej („spowiadam się”), nawet jeśli czynimy to wspólnie. Akt pokuty, wywodzący się z tradycji monastycznej, przed reformą liturgiczną był zarezerwowany dla celebransa, jednak na życzenie papieża Pawła VI wszedł on do liturgii Mszy św. jako przygotowanie całej wspólnoty Kościoła gromadzącej się na Eucharystii [4]. Nawet jeśli ten akt nie ma charakteru sakramentalnego (nie zastępuje bowiem sakramentu pokuty i pojednania), ma jednak istotne znaczenie. Każde bowiem pokorne uznanie swej grzeszności i decyzja nawrócenia jest otwarciem się na Bożą łaskę.
Akt pokuty nie jest jedynym momentem w liturgii eucharystycznej, gdy stajemy twarzą w twarz z naszą grzesznością. Innym ważnym momentem, który przypomina nam, iż potrzebujemy Bożego miłosierdzia, jest przygotowanie do Komunii św., począwszy od słów, które następują po modlitwie Ojcze nasz. Celebrans wypowiada wówczas między innymi takie słowa: „Prosimy Cię, nie zważaj na grzechy nasze, lecz na wiarę swojego Kościoła”.
Później wspólnie wołamy: „Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami!”. I w końcu, bezpośrednio przed Komunią świętą: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Świadomość własnej słabości i grzeszności, pokorne wyznanie prawdy o naszym życiu podczas Eucharystii jest niezwykle ważne. Przede wszystkim tajemnica Eucharystii dotyczy naszej relacji z Chrystusem. Jeśli bowiem wewnętrznie nie potrzebujemy Chrystusa, jeśli nie łakniemy Bożego przebaczenia, jeśli nie jesteśmy spragnieni Bożego życia, tajemnica Eucharystii, dar Chrystusowego Ciała wydanego za nas, Krwi przelanej za nasze grzechy, pozostaje przed nami, w jakiejś mierze, zakryta, nie karmi życia naszej duszy.
Eucharystia karmi serce, jeśli jest ono spragnione Boga. Pokorne uznanie naszej grzeszności, doświadczenie naszej słabości nie może być jednak odłączone od trudu nawrócenia i dojrzewania w miłości. Trzeba tutaj bowiem odróżnić uznawanie własnych błędów (lub przyznawanie się do nich), które wyrasta raczej z pobłażliwości wobec grzechu i jest wyrazem duchowego lenistwa, od pokornego uznania własnej niemocy, a nawet grzechu, przez serce, które nie zatrzymało się w drodze, ale stara się wzrastać w miłości Boga i bliźniego. Dlatego też człowiek potrzebuje Bożego przebaczenia, aby w doświadczeniu słabości i grzechu doznać również mocy Bożej łaski, która w nas działa i nas przemienia.
Świadomość naszej słabości i grzeszności dotyczy również naszej relacji z drugim człowiekiem. Uznajemy bowiem naszą grzeszność nie tylko wobec Boga, ale również wobec bliźniego („Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam, bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem”). Pokorna prawda o naszym życiu jest czymś nieodzownym do otwarcia się na tajemnicę Eucharystii, która jest sakramentem Ciała i Krwi Chrystusa. Jak bowiem pycha i poczucie wyższości dzieli ludzi i oddala ich od siebie, tak pokorne uznanie prawdy o naszym życiu zbliża i buduje mosty porozumienia i współczucia, ponieważ uświadamia nam, że wspólnie potrzebujemy Bożego przebaczenia. Im bardziej podkreślamy naszą „świętość” i chwalimy się nagromadzonym dobrem, jak czynił to modlący się w świątyni faryzeusz, tym bardziej jesteśmy skłonni wskazywać grzechy drugiego człowieka i zwiększać nasz dystans wobec niego.
Trzeba jednak pamiętać, iż to nie faryzeusz odszedł usprawiedliwiony, ale celnik, który nie miał odwagi wznieść oczu ku niebu (zob. Łk 18, 9–14). Nie znaczy to oczywiście, iż mamy lekceważyć dobro, które stało się naszym udziałem, nasze mniejsze lub większe osiągnięcia w życiu wiary.
Chodzi tutaj o coś innego; nie można zapomnieć o Tym, który jest źródłem wszelkiego dobra, o Bogu. Św. Paweł mówi: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśli otrzymałeś, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał” (1 Kor 4, 7). Jeśli więc wspólnie wobec Boga i siebie nawzajem uznajemy naszą słabość i grzeszność, czynimy to, aby pełniej żyć prawdą Eucharystii, która jest sakramentem Ciała i znakiem jedności.
W perspektywie małżeństwa Eucharystia jest trudem stawania w prawdzie przed Bogiem, aby coraz pełniej stawać w tej prawdzie wobec nas samych i współmałżonka. Czasami trudno jest, doświadczając poczucia krzywdy i bólu, dopuścić do świadomości, że również i my błądzimy i grzeszymy. Eucharystia jest wezwaniem do poznania prawdy o naszym życiu. Jest ona przestrzenią, w której możemy opuścić „mroczną piwnicę” poczucia krzywdy i bólu, wiedząc, że Bóg w Chrystusie jako pierwszy nas umiłował.
Eucharystia jest niejako przestrzenią dojrzewania do prawdy o naszym człowieczeństwie – do świadomości, że jesteśmy jak gliniane naczynie, krusi, nieraz słabi, popełniamy błędy, grzeszymy, a co najważniejsze, wszyscy potrzebujemy Bożego przebaczenia i Bożej łaski.
Eucharystia i Ciało Chrystusa
Nie wystarczy karmić się Ciałem Chrystusa, trzeba naprawdę tym Ciałem również być. Warto przy tej okazji przypomnieć, że obraz Ciała Chrystusa jest jednym z najstarszych obrazów wyrażających prawdę o wspólnocie wierzących, czyli Kościele. Podczas Eucharystii gromadzimy się jako Ciało Chrystusa, czyli Kościół, aby żywić się Ciałem Chrystusa pod postacią chleba. Jeśli spożywamy Ciało Pańskie pod postacią chleba, a lekceważymy lub krzywdzimy Ciało Chrystusa w osobie naszego brata lub siostry, nie jest to już spożywanie Ciała Pańskiego i bynajmniej nie wiedzie ku życiu wiecznemu, ale ku potępieniu [5].
Eucharystia, sakrament Ciała i Krwi Chrystusa, pozwala nam na uczestnictwo w Ciele Chrystusa pod postacią chleba i wina, ale jednocześnie wzywa do bycia tym Ciałem, czyli Kościołem, w konkretnym życiu. Św. Augustyn powie do nowo ochrzczonych: „Jeśli więc jesteście ciałem i członkami Chrystusa, na stole [na ołtarzu] Pana jest złożona wasza tajemnica; przyjmujecie waszą tajemnicę. I na to, czym jesteście, odpowiadacie Amen, i odpowiadając, «podpisujecie się». Słyszysz bowiem: Ciało Chrystusa, i odpowiadasz: Amen. Bądź członkiem Ciała Chrystusa, aby twoje Amen było prawdziwe” [6]. I w innym miejscu: „To, co przyjmujecie [Ciało Chrystusa], tym też jesteście, za sprawą łaski, dzięki której zostaliście odkupieni; «podpisujecie się», gdy odpowiadacie Amen” [7]. Być Ciałem Chrystusa to nie tylko przyjąć dar Boga, to także budować tę jedność każdego dnia poprzez naszą troskę o bliźniego.
Przyjmować Ciało Chrystusa nie oznacza więc indywidualnie je spożywać, ale karmić się Ciałem Pana, pamiętając o naszych braciach i siostrach. Nie można przyjmować Ciała Chrystusa, krzywdząc Jego Ciało w naszym bracie lub siostrze. Gdy krzywdzimy bliźniego, nasze przyjmowanie Ciała Pana musi stanąć pod wyraźnym znakiem zapytania, ponieważ Eucharystia jest sakramentem miłości opartej na prawdzie. Eucharystia wymaga trudu prawdy, ma ona karmić nie nasze dobre samopoczucie, ale naszą troskę o bliźniego. Jeśli żyjemy w sprzeczności z tym, co Eucharystia (sakrament Ciała i Krwi Chrystusa) oznacza, pozostaje ona niejako „na zewnątrz nas”; chociaż jest Chlebem prowadzącym ku życiu wiecznemu, nie karmi naszego serca, ponieważ jest ono zamknięte na Boga, gdy pozostaje zamknięte lub obojętne na bliźniego.
Nie oznacza to jednak, że w małżeństwie każde nieporozumienie lub kłótnia stoi na przeszkodzie, ażeby przyjąć Ciało Chrystusa pod postacią chleba. Eucharystia nie jest „nagrodą” za „święte życie”, ale pokarmem, w którym Chrystus udziela nam mocy, abyśmy mogli kroczyć drogą dobra i miłości [8]. Jednocześnie Eucharystia ma prowokować nas do zadawania pytań o naszą miłość do bliźniego, do naszego małżonka. Co więcej, tym pytaniem ma nas niepokoić. Gdy bowiem nasze życie przybiera kierunek „przeciw drugiemu człowiekowi”, co wyraża się w konkretnej postawie (złośliwość, nieuczciwość, zamknięcie w sobie, itd.) lub w lekceważeniu albo pogardzaniu bliźnim, nasze przyjmowanie Ciała Chrystusa, nasze Amen, staje w jawnej sprzeczności z naszym życiem, staje się kłamstwem. Trzeba pozwolić, aby Chrystus w Eucharystii karmił nas pokorą w budowaniu jedności w małżeństwie i odwagą w dojrzewaniu w miłości. Przyjmując Ciało Chrystusa jako małżonkowie, musimy stawiać sobie pytanie, czy nasze życie, nasza postawa wobec współmałżonka wyraża jedność i miłość, a przynajmniej pokorny trud w budowaniu jedności i miłości, czy też coś innego. To nie określone sytuacje lub pewne nieporozumienia stoją przede wszystkim na przeszkodzie miłości i jedności, a zatem też w sprzeczności z tajemnicą Eucharystii, ale to, co z tym wszystkim robimy i jaką postawę ostatecznie przyjmujemy.
Trzeba prosić Chrystusa, aby nieustannie udzielał nam odważnego i pokornego spojrzenia na nasze życie, ale również, aby uzdalniał nas do miłości, którą wyraził On podczas Ostatniej Wieczerzy [9], czyniąc nas jednocześnie jej uczestnikami w tajemnicy Eucharystii.
On bowiem tej nocy, której był wydany, wziął chleb i dzięki Tobie składając, błogosławił, łamał i rozdawał swoim uczniom mówiąc: „Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy: To jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane” [10].
Przypisy:
[1] Zob. E. Mazza, La celebrazione eucaristica. Genesi del rito e sviluppo dell’interpretazione, Bolonia 2005, s. 25–27.
[2] Por. T. Radcliffe, Amare nella libertŕ, dz. cyt., s. 12–13.
[3] Przypominamy tutaj to, co powiedzieliśmy w rozdziale siódmym na temat małżeństwa w perspektywie życia wiecznego.
[4] Zob. E. Mazza, La celebrazione eucaristica, dz. cyt., s. 254.
[5] „Tak więc, gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej. Każdy bowiem już wcześniej zabiera się do własnego jedzenia, i tak się zdarza, że jeden jest głodny, podczas gdy drugi nietrzeźwy. Czyż nie macie domów, aby tam jeść i pić? Czy chcecie świadomie znieważać Kościół Boży i zawstydzać tych, którzy nic nie mają? Cóż wam powiem? Czy będę was chwalił? Nie, za to was nie chwalę. Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany, wziął chleb i dzięki uczyniwszy, połamał i rzekł: «To jest Ciało moje za was [wydane]. Czyńcie to na moją pamiątkę!» Podobnie, skończywszy wieczerzę, wziął kielich, mówiąc: «Kielich ten jest Nowym Przymierzem we Krwi mojej. Czyńcie to, ile razy pić będziecie, na moją pamiątkę!» Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie. Dlatego też, kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny staje się Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa i pije, nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije” (1 Kor 11, 20–29).
[6] „Si ergo vos estis corpus Christi et membra, mysterium vestrum in mensa Dominica positum est: mysterium vestrum accipitis. Ad id quod estis, Amen respondetis, et respondendo subscribitis. Audis enim, Corpus Christi; et respondes, Amen. Esto membrum corporis Christi, ut verum sit Amen”, Sermo 272; (tekst łaciński na podstawie: Nuova Biblioteca Agostiniana, 32/2, Discorsi 4/2, Rzym 1984, s. 1042).
[7] „Quod accipitis, vos estis, gratia qua redempti estis; subscribitis, quando Amen respondetis…”, Sermo 229/A, 1 (tekst łaciński na podstawie: Nuova Biblioteca Agostiniana, 32/1, Discorsi 4/1, dz. cyt., s. 412).
[8] Należy jednak pamiętać, że w niektórych sytuacjach (to jest w takich, gdy nasze serce wyrzucać nam będzie, iż uczyniliśmy coś złego w rzeczy ważnej, świadomie i dobrowolnie), trzeba będzie najpierw, przed przyjęciem Ciała Chrystusa w Komunii, prosić Boga o przebaczenie w sakramencie pokuty i pojednania.
[9] Tajemnica Wieczernika, a więc i Eucharystii, jest nierozerwalnie związana z misterium męki i śmierci Chrystusa, co też podkreślają same słowa konsekracji: „To jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane”. Eucharystia jednocześnie odwołuje się do tajemnicy zmartwychwstania Chrystusa, bez której stół eucharystyczny byłby pozbawiony swej treści, byłby spożywaniem „nicości” (por. G. Martelet, Résurrection, eucharistie et genčse de l’homme. Chemins théologiques d’un renouveau chrétien, Paryż 1972, s. 59). Eucharystia daje nam uczestnictwo w życiu i Ciele Chrystusa, który umarł i zmartwychwstał.
[10] Fragment Trzeciej Modlitwy Eucharystycznej.








