Dziękczynienie. Planowanie. Wszyscy jesteśmy biznesmenami, ale nie wszyscy wierzącymi

Sławomir Zatwardnicki | Bóg w rodzinie | 2012-02-07

Od dziękczynienia może chrześcijańska rodzi­na rozpocząć chrześcijańskie planowanie. Jeżeli zrobiłaby to wcześniej, jej plan niczym nie róż­niłby się od planowania pogan. 

 

Sprawy małżeńskie

Sylwester to dobry czas na podsumowanie sta­rego roku i zaplanowanie nowego. Chrześcijańskie podsumowanie kończącego się roku wyrazi się po­kutowaniem i dziękczynieniem; pokutowaniem za każdy niewykorzystany talent, a dziękczynieniem za to, że (i jak) dzięki łasce Pana udało się przeżyć miniony czas. Dziękczynienie to z kolei dobre przy­gotowanie do sporządzenia chrześcijańskiego biz­nesplanu na kolejny okres.

Małżeństwo jest związkiem głęboko intymnym, tak że niewiele spraw dziejących się między mał­żonkami powinno wychodzić na zewnątrz. (Nie­stety, nie rozumieli tego urzędnicy przesłuchujący mnie i Olę, by wykryć ewentualną fi kcyjność na­szego polsko-ukraińskiego małżeństwa). A prze­cież prawie wszystko, co wydarza się między mę­żem a żoną, jest intymne – od małżeńskiego poży­cia, aż po małżeńskie nieporozumienia.

Niektóre jednak sprawy mogą ujrzeć światło poza małżeństwem, i kilka z nich wychodzi z naszej intymnej norki, aby wędrować tym tekstem po świecie.

Sylwestrowe dziękczynienie

Posłuszni sparafrazowanemu na sylwestrową noc słowu Bożemu podjęliśmy próbę spędzenia te­go czasu w zgodzie z wezwaniem:

„Niech będą wieczorowo przepasane biodra wa­sze i zapalone świece! A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z zabawy syl­westrowej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy na­dejdzie i zakołacze” (por. Łk 12, 35–36).

Uroczyście ubrani, położywszy wcześniej cór­kę do snu, zebraliśmy się całą pozostałą rodziną (w liczbie dwóch osób) wokół stolika. Dym zapa­lonej na tę okazję świecy unosił się pionowo tylko do wysokości białego sufitu, ale za to z naszych ust „wzniósł się dym kadzideł, jako modlitwy świętych” (por. Ap 8, 4), i dotarł aż do samego nieba.

Dziękczynienie to dobra modlitwa. Oczywiście katechizmowy chrześcijanin wzdrygnąć się mógł­by na takie stwierdzenie i zapałać, w jego mniema­niu, świętym oburzeniem, bo przecież każda mo­dlitwa jest dobra. „Wszystkie są równe, ale niektó­re są równiejsze” – odpowiedziałbym takiemu po orwellowsku, zachęcając do praktyki tego gatun­ku modlitwy. Ma ona bowiem liczne zalety; przede wszystkim tę, że nie pozwala modlącemu koncen­trować się na swoich problemach, za to otwiera „oczy serca tak, byśmy wiedzieli, czym jest nadzie­ja naszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych” (por. Ef 1, 18).

Dziękczynienie zwraca uwagę wierzącego na Boga i Jego działanie, a robi to bardzo sprytnie: mo­dlący zaczyna przecież od siebie i swojego życia, ale ponieważ dziękuje Bogu za każde dobro, którego z Jego łaski (zwyczajnej i nadzwyczajnej) doświad­czył, stopniowo taka modlitwa kieruje jego wzrok na Boga. (Dlatego jest dobrym wstępem do jeszcze „równiejszej” modlitwy – uwielbienia, w czasie któ­rego duch modlącego się, jak dziecko prowadzony jest przez Ducha Boga – Tatusia. Modlący się za­przestaje wtedy wszystkiego innego, nawet dzięko­wania, a wpatrzony w Boga – zachwyca się Nim sa­mym).

Chrześcijański biznesplan

Sylwestrowe dziękczynienie pokazało nam, że naprawdę mamy za co (i za kogo! Maluśka spała sobie spokojnie owinięta w pieluchy jak 2 tysiące lat temu Jezus w żłobie) dziękować Panu. A sko­ro Bóg tyle i takich rzeczy mógł dokonać w tak krótkim czasie, nic dziwnego, że kiedy człowiek to sobie uświadomi, nadzieja na przyszłość, także tę noworoczną, rośnie. Ta nadzieja jest dana chrze­ścijaninowi jako „poręka tych dóbr, których się spodziewa, dowód tej rzeczywistości, której nie widzi” (por. Hbr 11, 1).

Od dziękczynienia może chrześcijanin rozpo­cząć chrześcijańskie planowanie. Jeżeli zrobiłby to wcześniej, jego plan niczym nie różniłby się od planowania pogan, a przecież wezwany został do tego, aby swój chrześcijański biznesplan sporzą­dzić w oparciu o wszystkie talenty, także duchowe (w tym wiarę), które otrzymał od Pana, by je rozwi­jać (por. Mt 25, 14–30).

O takim właśnie planowaniu mówi dalsza część liturgii słowa zaczerpnięta z prywatnego nabożeń­stwa państwa Zatwardnickich:

„Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna je­go woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od nie­go żądać będą” (por. Łk 12, 47–48).

Pan mówi tu oczywiście o potrzebie poznania Jego woli na kolejny rok. Zauważmy, że Jezus nie przewiduje w ogóle takiej możliwości, żeby słu­ga nie podjął próby rozpoznania woli swego Pa­na! Wierny sługa spróbuje poznać tę wolę, ale na­wet jeżeli nie uda mu się jej prawidłowo zrozumieć (a więc i wypełnić), i tak poniesie mniejsze konse­kwencje niż ten, który w ogóle nie zechce usłyszeć, co Pan proponuje mu na najbliższy rok. Najgor­sza kara spotka tego, który poznał wolę Pana, ale ją zlekceważył (wynika z tego, że nie tylko z nadzieją, ale i z drżeniem bojaźni Pańskiej należy stawać do chrześcijańskiego planowania).

Za to ten, który ochoczo wypełni to, co Pan ob­jawił mu jako swoją wolę, otrzyma nagrodę:

„Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do sto­łu, a obchodząc, będzie im usługiwał. Czy o dru­giej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie (…). Prawdziwie powia­dam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem” (Łk 12, 37–38.44).

Między pracoholizmem a lenistwem

A oprócz tego ma noworoczne planowanie jesz­cze i inne zalety, w tym i taką, że pozwala rozłożyć w czasie realizację tych postanowień, które nie są możliwe do wykonania w krótkim czasie (np. wol­nym, którego – to chyba powszechne doświadcze­nie – nigdy nie ma); dzięki temu nawet ta „księga ksiąg”, która przerażać może liczbą bez mała tysią­ca sześciuset stron samego tekstu, rozplanowana do przeczytania w ciągu roku okazuje się nie tak nie­strawna, bo aby „zjeść ten zwój, który ma się przed sobą” (por. Ez 3, 1), wystarczy spożywać niecałe cztery i pół strony dziennie.

Przełom roku należy uważać za udany. Dzięk­czynienie, planowanie, a potem jeszcze tańce na parkiecie powstałym po przesunięciu stolika ze świecą – te elementy, przewidziane na sylwestrowy wieczór, udało się zrealizować. O pozostałych wy­darzeniach nie mogę pisać, ponieważ „małżeństwo jest związkiem głęboko intymnym, tak że niewiele spraw dziejących się między małżonkami powinno wychodzić na zewnątrz”.

Chrześcijańskie planowanie ma jeszcze to do siebie, że zawsze jest otwarte na elementy niezaplanowane, które dla wierzącego przygoto­wał Pan. To taki paradoks: uczeń Chrystusa z jed­nej strony powołany jest do planowania, a z drugiej do otwartości na porzucenie wszystkich zamiarów, kiedy Pan zaproponuje mu coś innego (czyli lep­szego).

Między pracoholizmem realizacji własnych pla­nów a lenistwem liczenia tylko na Bożą ingerencję prowadzi wąska ścieżka, którą warto pójść: „Jak­że ciasna jest brama i wąska droga, która prowa­dzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują” (Mt 7, 14).

Za: Małżeństwo i rodzina>>>

Książkę można kupić w księgarni OPOKI>>>

Copyright © by Homo Dei

Udostępnij w : Wyślij znajomemu
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner technologiczny:

Plus GSM

Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU


Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011