Nowości
Ostatnio komentowane
Święta Rodzina w każdej rodzinie
Jan Maria Odyniec | Bóg w rodzinie | 2012-01-30Polska umiera, a to dlatego, że promuje się wolne związki, nie szuka się w rodzinie Boga, a tylko patologii, ojca pijaka i matki latawicy.
Rodzina jako mieszkanie Boga
Święta Rodzina jest ideałem dla każdej rodziny. Tam urodził się Chrystus. Tam Żona była posłuszna i cicha, a Mąż był dobry i… i w sumie niewiele więcej o nim wiemy. Ale wiemy, że troszczył się o swoją małżonkę i o dziecko, bo zabrał je do Egiptu, aby nie zginęło z ręki Heroda. W tej rodzinie, choć tylko dziecko było Mesjaszem, każdy dla każdego był Chrystusem. Bo każdy w położeniu, w jakim się znalazł, był szczerze i całkowicie oddany pozostałym.
Na tej zasadzie powstały wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej, w wyniku prywatnego objawienia maryjnego, w czasie którego Maryja powiedziała: „Twórzcie małe wspólnoty na wzór Rodziny z Nazaretu, gdzie drugi zawsze jest Chrystusem”.
I na tej zasadzie powinny działać wszystkie rodziny i małżeństwa chrześcijańskie, które przecież powstają z Chrystusem i z Nim idą przez całą drogę do zbawienia. Bo nie ma innego sposobu na zbawienie, jak droga Jezusa: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. A jedynym i najważniejszym celem dla chrześcijanina jest właśnie zbawienie!
Ale – zapyta ktoś – w jaki sposób rodzina czy małżeństwo powstaje z Chrystusem? Ano w taki, że zawierane w kościele i przed samym Bogiem jest przez Niego łączone nierozerwalnym węzłem. „Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela”. To są te znamienne słowa, które oznaczają nie tylko, że małżeństwo jest nierozerwalne, ale również, że to konkretnie małżeństwo jest połączone PRZEZ SAMEGO BOGA! Nie jakichś tam pośredników. Kapłan mówi: „Małżeństwo przez was zawarte powagą Kościoła katolickiego potwierdzam”, ale to nie on udziela ślubu i nie on łączy tych dwoje. To sam Pan Bóg. Wysoka ranga, nie ma co. I nie istnieją sądy wyższego szczebla, żeby odwołać się od tej decyzji.
W takiej rodzinie Bóg jest na każdym kroku, dając dzieci, pomagając, kiedy brak tego, co potrzebne. Bóg uczy na przykład, że pieniądze naprawdę nie są najważniejsze, bo nie od nich zależy życie człowieka. Gdy ich brak – Bóg da lub nie, ale nie zostawi nas na pastwę komornikom i innym ciężkim do zniesienia gościom.
Bóg pomaga przetrwać kryzysy (nie ma siły, żeby ich nie było), znów zobaczyć piękno w tej denerwującej babie i męczących bachorach… Pomaga także przebaczać, co w rodzinie jest niezbędne. Trzeba tylko powierzyć Bogu siebie, swoje małżeństwo, swoją rodzinę. Wystarczy zobaczyć Go w tym wszystkim i pozwolić Mu działać.
Bo Bóg dał nam wolną wolę. Tak naprawdę wszystko, co nam daje, możemy zaprzepaścić. War-to się postarać, by tego nie zrobić.
Należy jednak pamiętać, że Bóg dał nam też rozum, po to byśmy sami mogli myśleć i robić pew-ne rzeczy. Bez Niego się nie da. Ale Bóg sam też nic nie może zrobić z naszą rodziną. To my musimy się starać, mieć chęci, próbować. Tylko wtedy Bóg ma szanse zmieniać nas, nasze żony, naszych mężów, nasze dzieci, nasze matki i naszych ojców.
Rodzina jako bank potencjału
Rodzice dostają od Boga dzieci. Wbrew temu, co głosi współczesna doktryna, dzieci nie są własnością rodziców, którą oni sobie sami nabyli. Są darem od Boga, wręcz inwestycją.
Każdy, kto daje pieniądze do banku, na lokatę, liczy na to, że za parę lat będzie miał tych pieniędzy więcej. Jeśli okazałoby się, że bank po latach nie ma ich więcej, albo, co gorsza, nie ma ich wcale, zostanie spisany na straty najpierw przez jednego klienta, potem kolejnych, aż w końcu zbankrutuje. Na podobnej zasadzie rodzice dostają dzieci. Mają je urodzić, wychować tak, by doszły do zbawienia. Takie jest zadanie rodziców. Dostają dziecko na przechowanie, a potem zostaną rozliczeni z tego, czy dziecko jest „zyskiem” czy „stratą” Pana Boga.
Kiedy człowiek w wieku trzynastu–piętnastu lat stwierdza, że jest niewierzący, to przede wszystkim winni są tu rodzice. Bo na chrzcie obiecali przed całym Kościołem wychować dziecko w wierze chrześcijańskiej. W takim wieku ono nadal jest wychowywane. Jeśli stwierdza, że jest niewierzące, znaczy, że rodzice popełnili błędy w jego wychowaniu. Obserwuję to u mnóstwa znajomych w szkole. Ludzie obecnie w wieku siedemnastu–osiemnastu lat są od pięciu lat niewierzący, choć ochrzczeni i po Komunii, ale tylko pro forma, bo rodzice od samego początku nie interesowali się rozwojem chrześcijańskim dziecka, sami nie mają czasu chodzić do kościoła. Tragedia! Brak zrozumienia dla wielkiego daru, jakim jest dziecko.
Ludzie myślą, że posiadanie dziecka jest ich prawem. Stąd pomysł in vitro. Bo „mam prawo sprawić sobie dziecko”. Stąd również antykoncepcja i aborcja. Bo ciąża i dziecko są obciążające, a teraz „nie możemy sobie na to pozwolić”. Mamy do czynienia z pewnym uprzedmiotowieniem dziecka. Stało się ono czymś, do czego ma się prawo, czymś, co jest obciążające i niewygodne, trzeba go unikać, póki nie mamy warunków, a potem sobie zrobić, żeby nie być stratnym na tym całym interesie.
Tak nie może być! Dziecko jest żywą istotą, darem od Boga. Za każde dziecko powinniśmy dziękować i opiekować się nim, jakby nie było nasze, tylko dane nam pod opiekę przez samego Boga, a z drugiej strony chronić jak największy nasz skarb. Ale nie zamykać przed innymi. Rozumnie!
Rodzina jako najwyższe dobro
Nie przypadkiem mówi się, że rodzina jest podstawową komórką społeczną. Nie tylko ze względu na jej podstawową, prostą budowę, ale przede wszystkim ze względu na to, że na niej opiera się całe społeczeństwo. Jeśli umrze rodzina, umrze społeczeństwo.
Mamy tego obraz już teraz. Co czwarte małżeństwo w Polsce się rozpada. Dzietność w Polsce wynosi około 1,2. Społeczeństwo mamy tzw. dojrzałe, to znaczy między trzydziestym a pięćdziesiątym rokiem życia. To był wyż demograficzny. Od tamtego czasu jest coraz mniej dzieci, z małymi przerwami na niewielkie wzrosty. Jednym słowem, Polska umiera, a to dlatego, że promuje się wolne związki, nie szuka się w rodzinie Boga, a tylko patologii, ojca pijaka i matki latawicy. Częściej słychać w mediach
o nieszczęściu rodziny niż o dobrych stronach małżeństwa. Aktorzy rozwodzą się dwa razy w roku, a rodziny żyją w ubóstwie.
W naszym państwie bardziej opłaca się być „singlem” i żyć w wolnym związku, niż założyć rodzinę. I to jest paranoja. Czas chyba to zmienić. Czas poszukać Boga w rodzinie!








