Czy chodzi o to, by żona się wygadała?

Jerzy Grzybowski | Sztuka bycia razem

Rozmowę podejmuje się po to, żeby poznać swoje uczucia, żeby się wysłuchać, lepiej poznać i zrozumieć.

 

Czy zalecana przez niektórych zasada, by 20 minut dziennie poświęcać na rozmowę, jest rzeczywiście skuteczna i czy moja żona będzie miała wtedy poczucie, że się wreszcie wygadała – pytał któryś z moich radiosłuchaczy.

Niektórzy ludzie potrzebują takich konkretów, jak umowa, że np. w piątek o godz. 19 siadamy do rozmowy, i choćby się waliło, paliło, to jest to czas dla nas święty. Ale dla niektórych osób może stać się przymusem i zniewoleniem. Może zniechęcić do rozmów i do pogłębienia kryzysu w małżeństwie. Znam ludzi, którzy siadają wtedy naprzeciwko siebie, jedno jest zmęczone i nie ma akurat głowy do poważnej rozmowy. A z drugiej strony są ogromne oczekiwania na dialog. Po kwadransie milczenia lub jakichś półsłówek wybucha awantura, płacz – i zamiast spotkania jest trzaśnięcie drzwiami. Niepokoi mnie druga część Pana pytania. Rozmowę podejmuje się nie po to, żeby się samemu wygadać ani nie po to, aby dać się wygadać drugiej połowie, ale po to, żeby poznać swoje uczucia dotyczące jakiejś sprawy, żeby się wysłuchać, lepiej poznać i zrozumieć.

Przeżywamy kryzys małżeński >>>

Za: Nieporadnik małżeński

Copyright © by Wydawnictwo POMOC

Udostępnij w : Wyślij znajomemu
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU
Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011