Szkoła przetrwania

Jerzy Grzybowski | Sztuka bycia razem

Dom z maleńkimi dziećmi to swego rodzaju szkoła przetrwania. Potrzeba wielu wyrzeczeń, by zapracować na sukces.

 

Przeżywamy straszny kryzys – skarżyła się Sylwia. – Czuję, że ciągle tracę swoją osobowość, tracę siebie. Do wyjścia za mąż miałam wspaniałe życie! Uprawiałam sport, nawet trochę wyczynowo, miałam jakieś medale, podróżowałam, miałam superszkoły przetrwania. Mnóstwo czytałam. A teraz nic. Zero. Myję dzieciom tyłki i wycieram gile. Nie wiem, co się dzieje na świecie, bo nawet na oglądanie telewizji nie mam czasu. Obwiniam męża za złamane życie, chociaż on tak naprawdę robi wszystko, żeby zapewnić byt naszej rodzinie. Ale żeby było co jeść i w co się ubrać, to jak wyjdzie z domu o ósmej rano, to wraca o dziesiątej wieczorem tak zmęczony, że nawet pogadać się z nim nie da, bo tylko chce jeść i spać… Jak opowiadam mu o swoich żalach, to się wścieka i mówi, że będzie jeszcze później wracał do domu albo że sobie w ogóle pójdzie… Tymczasem to ja chyba odejdę pierwsza, bo nie wytrzymam z nim dłużej.

Rozmawiam z mężem Sylwii. Jest na skraju wytrzymałości nerwowej. Nie z powodu pracy, ale Sylwii. Mówi, że cokolwiek powie, jakkolwiek się odezwie, choćby najcieplej jak potrafi, to spotyka go odtrącenie, pretensje, jakieś złośliwe docinki.

Mówię Sylwii, że te wszystkie osiągnięcia – to, co lubiła – świadczą, wbrew pozorom, o jej dużej wytrwałości i odporności psychicznej. Przecież na każdy sukces musiała zapracować. Teraz doświadcza trudnych uczuć. Ale dom z maleńkimi dziećmi to także swego rodzaju szkoła przetrwania. Obecnie też jest jej potrzebna wytrwałość, ale na innym polu. Tak jak w poprzednim stylu życia potrzeba było wielu wyrzeczeń, by zapracować na sukces, tak i teraz od jej wytrwałości zależy osobowość dzieci i ich hierarchia wartości.

Proszę popatrzeć na swoje emocje. Jest Pani emocjonalna i wojownicza. Bardzo długo trzyma Pani urazy, podsyca je, nakręca w sobie. Proszę popatrzeć też na dzieci, jak się do Pani przytulają. Emocjom trzeba się przyjrzeć, nazwać je, ale nie można budować na nich postaw… Należy popatrzeć też na swoje niezaspokojone potrzeby, przyjrzeć się, w jaki sposób Pani je zaspokaja zwracam uwagę Sylwii.

Cała ta teoria o emocjach jest dobra dla przedszkolaków – wybucha Sylwia – ja nic z tym robić nie będę! Ja tę teorię znam! Ale to są moje uczucia i ja mam prawo je tak przeżywać. One mówią prawdę! Kiedy emocje są gwałtowne, wtedy takie teorie, razem z tymi zasadami dialogu, nie obowiązują! Prawda jest inna!

Milczę przez chwilę. Rozumiem Sylwię. Czekam, aż emocje opadną. Bo wiem, że uczucia, które są w niej, chociaż mówią prawdę o niej, są tylko uczuciami, są efektem końcowym działania układu nerwowego. Traci kontrolę nad nimi. Wiem, sam to przeżyłem. Ale właśnie wtedy, gdy jest źle, gdy emocje biorą górę nad rozumem, cała ta wiedza znajduje swoje zastosowanie, i właśnie wtedy warto do niej sięgnąć. Mówię jej o tym. Mówię, iż wiem, że to nie jest proste. Ale wiem też, że jeżeli nie odrzucę tej teorii, jeżeli nawet później zdam sobie sprawę, że takim czy innym wybuchem kierowały emocje, to następnym razem mój wybuch będzie nieco mniej gwałtowny. Będzie trochę więcej miejsca dla rozumu.

Proszę popatrzeć jak na mężu odreagowuje Pani swój własny problem. Chłop wyłazi z siebie, próbuje okazać miłość, jak potrafi, a czuje się tłamszony przez Panią. Może nie potrafi okazać miłości, tak jak Pani by chciała, ale również Pani, jak mi się zdaje, ma trudności z okazaniem mu miłości, a choćby tylko życzliwości kontynuuję.

Teraz Sylwia milczy. Mówię, że nie zamierzam jej do niczego przekonywać ani zmuszać, żeby przeżywała inaczej. Ale proponuję trochę więcej miejsca dla rozumu i woli. Proponuję raz jeszcze wytrzymać najtrudniejsze chwile. Jak w szkole przetrwania, która przynosi satysfakcję.

Właśnie napisała Anka:

Odkryłam, jak wiele nas łączy i że myśmy się z mężem po prostu nie rozumieli. Przytłoczona codziennymi sprawami, utratą pracy, nauką dzieci, przestałam się cieszyć czymkolwiek, a winą za wszystko obarczałam mojego męża. (...) Odkryłam, że on także przeżywa rozczarowania, tylko nie potrafi lub nie chce o nich powiedzieć. Okazało się, jak wiele nas łączy i jak bardzo bliscy sobie jesteśmy. Teraz odnosimy się do siebie z większą miłością i mamy nadzieję, że tak już zostanie…

Wiem, że pomiędzy tym, co przeżywa Sylwia, a wnioskiem, do jakiego doszła Anka z mężem, jest długa droga. Ale niech zabrzmi jak zachęta i nadzieja dla każdej Sylwii.

Mówię mu o tym, i nic… >>>

Za: Nieporadnik małżeński

Copyright © by Wydawnictwo POMOC

Udostępnij w : Wyślij znajomemu
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU
Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011