Każdy ma swoją historię miłosną

Karina Gwóźdź | Im się udało... | 2012-01-18

Lubię słuchać historii z życia wziętych. Nikt nie pisze ich tak pięknie, jak samo życie. Szcze­gólnie wzruszały mnie zawsze historie miłosne.

 

Te ze szczęśliwym zakończeniem, ale też te wzruszające i dramatyczne, kiedy kochające się osoby zostają rozdzielone na zawsze. Albo kiedy pod wpływem nieporozumień, braku przebaczenia i mnóstwa innych powodów miłość wygasa, mał­żonkowie się rozstają, ale ostatecznie schodzą się znowu i na nowo się w sobie zakochują, i na nowo siebie poznają.

I nie tylko w powieściach i na filmach zdarzają się takie miłości.

Opowiadano mi o perypetiach różnych mał­żeństw. W pewnym małżeństwie źle się działo. Któ­regoś dnia żona zagroziła mężowi, że wyrzuci go z domu, bo ma już dosyć awantur. Uprzedzając ją, człowiek ten sprzedał dom. Nie powiedział o tym jednak swojej rodzinie, która mieszkała w nim na­dal, niczego nieświadoma do dnia, w którym zjawił się obcy mężczyzna, twierdząc, że kupił dom i jest jego właścicielem. Niestety, okazało się to prawdą i matka wraz z dziećmi musiała przeprowadzić się do mieszkania w bloku, które przydzielili jej litości­wi urzędnicy z gminy.

Z kolei inna żona opuściła męża, zostawiając mu na wychowanie dzieci. Teraz żąda od niego, żeby sprzedał mieszkanie, które należy do niej, i oddał jej pieniądze. Podobno ów mąż jest w takiej despe­racji, że odgraża się publicznie, iż wiarołomnej żo­nie głowę na miejskim rynku odrąbie, a sam się po­wiesi. Brzmi drastycznie, ale takie jest życie.

To prawda, że nie są to szczególnie budujące przykłady historii miłosnych. Ale ich bohaterowie ciągle żyją, a dopóki żyją, jest szansa na szczęśliwe zakończenie. To od nich zależy, jak się wszystko po­toczy. Może jednak być tak, że każde z nich tak za­mknęło się w swoim zranieniu i żalu, że nie będą umieli przebaczyć ani prosić o przebaczenie. Niech Pan Bóg sprawi, żeby było inaczej.

A teraz, żeby wnieść trochę optymizmu i nadziei w niniejszy tekst, opowiem historię miłosną Joanny.

Jej mąż wyjechał do pracy za granicę. Kiedy przy­jechał w końcu po długiej nieobecności na urlop, powiedział jej, że zakochał się w innej i więcej do niej nie wróci. Załamana kobieta skarżyła się przy­jaciółce, która cierpliwie jej wysłuchała i na koniec poradziła odmawianie codziennie dziesiątki różań­ca w tej intencji. Po kilku miesiącach w drzwiach domu stanął mąż, niepewny, jak zostanie przyjęty. Pijąc herbatę w kuchni, przyznał, że zrobił błąd, i prosił o przebaczenie. Zaczęli wszystko jeszcze raz. Nie było łatwo, ale Joanna wiedziała, że potrze­ba czasu, żeby rana się zagoiła.

Mój dawny znajomy Paweł opowiadał mi, jaką walkę stoczył o to, żeby dochować wierności swojej żonie. Druga kobieta zajmowała jego myśli od rana do wieczora. Budził się rano – myślał o tamtej. Pra­cował – myślał o tamtej. Jadł, bawił się z dzieckiem, kładł się spać – myślał o tamtej. Do tego wszyst­kiego doszły kłótnie z żoną o przeróżne codzienne sprawy, zresztą zaniepokoiło ją w końcu ciągłe za­myślenie męża.

Tłumaczył sobie, że przecież tu ma rodzinę, że kocha swoją żonę, że dał jej kiedyś słowo, iż jej nie opuści. Wracając któregoś dnia z pracy, wstąpił do kościoła. I choć nigdy nie był specjalnie religijny i uważał, że jeszcze ma na to czas i Pan Bóg może na niego poczekać – zaczął się modlić. Opowiedział wszystko, wygadał się, przyznał, że sam nie daje so­bie rady z tą całą sytuacją, i poczuł, że jest mu lżej.

Mówił potem, że to był dzień, w którym się poddał, bo czuł, że nie ma już siły dłużej się opierać temu oczarowaniu i gdyby nie tamta modlitwa, być może dzisiaj jego małżeństwo już by nie istniało. Zwłasz­cza, że zazdrosna – ale jeszcze nie zdradzona! – żo­na niczego mu nie ułatwiała.

Koniec tej całej historii jest taki, że jego małżeń­stwo przetrwało, siła fatalnego zauroczenia osłabła, a po jakimś czasie minęło zupełnie. A on sam, choć nadal nie jest przesadnie religijny, częściej chodzi do kościoła i w nosie ma to, że dla innych jest po­wodem do żartów. Wie, że nie tylko własnymi siła­mi ocalił to małżeństwo.

I jeszcze jedną rzecz powiedział mi ten znajomy: że żona czuła zagrożenie (ach, ta kobieca intuicja) i była dla niego z tego powodu bardzo przykra, ale choć czasami miał jej dosyć – to ciągle ją kochał.

Myślę, że na tym polega tajemnica i siła sakra­mentu małżeństwa. Ten sakrament daje siłę do wal­ki o to, żeby zachować wierność tej jednej, konkret­nej, wybranej, poślubionej osobie. A kiedy nam już tej siły zabraknie, wtedy istnieje jeszcze Siła Wyż­sza – On sam. Ten, Który Jest. Jedyny. Wyjątkowy. Najwierniejszy.

PS. Wszystkie historie są prawdziwe, ale imiona bohaterów zostały zmienione.

Za: Małżeństwo i rodzina>>>

Książkę można kupić w księgarni OPOKI>>>

Copyright © by Homo Dei

Udostępnij w : Wyślij znajomemu
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner technologiczny:

Plus GSM

Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU


Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011