Chcę, abyśmy się dogadali

Jerzy Grzybowski | Trud w rodzinie-SOS

Nadal kocham żonę i myślę, że ona mnie też. Chcę, abyśmy się dogadali, ale ona nie wierzy, by to było możliwe.

 

Po dziesięciu latach małżeństwa przeżywamy kryzys, z którym nie potrafimy sobie poradzić – pisał Andrzej. – Próbujemy rozmawiać, ale rozmowy te często kończą się awanturą. Doszliśmy do porozumienia, że rozwodu nie będzie, ale nie potrafimy pójść tą drogą dalej. Mamy córeczkę i to dla niej zdecydowaliśmy się być dalej razem, choć jest to dla mnie bardzo trudne. Nie ma między nami czułości. Ale ja nadal kocham żonę i myślę, że ona mnie też. Chcę, abyśmy się dogadali, ale ona nie wierzy, by to było możliwe. Twierdzi, że przez wiele lat się starała, a ja nic z tego nie zauważałem. W ostatnim czasie stała się bardzo agresywna. Co powiem – to krzyk. Co robić, by nasze życie przestało być koszmarem?

Bardzo ważna jest Wasza decyzja o pozostaniu razem z uwagi na dziecko. Ale warto traktować to tylko jako wstęp do odkrywania, rozpoznawania i odbudowywania na nowo Waszej miłości. Bo Wasza miłość, Wasza godność jako męża i żony w Waszych wzajemnych relacjach jest najważniejsza. A dzieci... potrzebują świadectwa kochających się rodziców. Dlatego warto przyjrzeć się Waszym relacjom jakby od początku. Na nowo przyjrzeć się uczuciom, zauważyć, jakie potrzeby wywołują te uczucia, przyjrzeć się swoim temperamentom. Ćwiczyć zamianę komunikatów typu TY na JA. Przyjrzeć się swoim domom rodzinnym. Może były w nim zranienia, które wpłynęły na trudność w okazywaniu sobie czułości, może nie było w tych domach ciepła i serdeczności. Nie chodzi o to, by je oceniać albo osądzać, ale żeby zrozumieć samych siebie.

Chodzi o to, by popatrzeć na siebie przyjaźniej, jak na dwoje ludzi, którzy są w gruncie rzeczy dobrzy i chcą dobrze, tylko uwikłali się w różne pajęcze sieci trudności, z którymi nie potrafią sobie – na razie – poradzić. Ale warto podjąć wysiłek stopniowego poznawania tych trudności, rozpoznawania ich i nabierania umiejętności w zwyciężaniu ich dobrem. Takim drobnym ćwiczeniem może być poświęcenie sobie dziesięć minut wieczorem na powiedzenie tego, co było tego dnia dla każdego z Was ważne, co wywołało radość, a co było trudne.

W takim dzieleniu się nie podejmujemy żadnych dyskusji nad sprawami, o których sobie mówimy, ale staramy się uważnie wysłuchać tę drugą stronę. Przyjmujemy do wiadomości, staramy się zrozumieć, wczuć w drugiego, przyjąć go z wszystkimi radościami i trudnościami. I tyle. Jeśli towarzyszyć temu będzie na przykład dobra herbata i ciasteczko, to okoliczności te dodatkowo pomogą Wam popatrzeć na siebie przyjaźniej.

Bo zupa była za słona! >>>

Za: Nieporadnik małżeński

Copyright © by Wydawnictwo POMOC

Udostępnij w : Wyślij znajomemu
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU
Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011