Przysłowiowa przesolona zupa

Jerzy Grzybowski | Trud w rodzinie-SOS

Niestety początek rozpadu ogromnej większości małżeństw zaczyna się od takich głupot jak przesolona zupa.

 

Jesteśmy dwa lata po ślubie – pisała Renata. – Kilka miesięcy temu nagle coś się stało. Ciągle wybuchają awantury. Ostatnia była z powodu przesolonej zupy. Mąż najpierw sobie żartował ze mnie. Powiedziałam, że mnie to nie śmieszy, i że jak ja z niego żartuję, to on się wkurza… Na co odpowiedział, że on mi może naprawdę dopieprzyć za tę zupę i że czegoś takiego w restauracji nie podaliby nigdy. Potem pomyślałam: Kucharza by pewnie zwolnili natychmiast – może i on chce mnie zwolnić… Ciągle mi powtarza, że go strasznie denerwuję. Coraz częściej go drażni wszystko, cokolwiek powiem czy zrobię. Nawet jak światła się zmieniają na ulicy na czerwone, to mnie się dostaje, bo to go rozdrażniło i musi się wyładować na kimś. A ja nie mam nawet z kim porozmawiać. Z rodzicami – nie, bo nie chcę, żeby się do niego uprzedzili, choć i tak się domyślają, że coś jest nie tak.

Historie o przesolonej lub niedosolonej zupie należą już chyba do klasyki przyczyn małżeńskich konfliktów i kryzysów. Przykład z przesoloną zupą jest mi o tyle bliski, że ja sam prawie nie używam soli, a Irenka chyba w dwójnasób. Jak ja gotuję ziemniaki, są zawsze niedosolone, jak Irenka – przesolone. Denerwuje mnie to wielce, ale jednak nie było nigdy powodem zbyt ostrych spięć. Nie ukrywam, że konflikty, które przeżywają młode małżeństwa, wywołują we mnie dzisiaj, po trzydziestu sześciu latach małżeństwa, uczucie współczucia z powodu zupełnie błahych ich przyczyn. Ale rozumiem, że to, co dla mnie błahe, dla innych jest powodem walki na noże. Wniosek stąd może być taki, że warto te błahe (na noże) konflikty przetrzymać, by po latach nie mieć wyrzutów, że małżeństwo rozleciało się z powodu głupot. Za to, by mieć satysfakcję, że się przetrwało i wytrwało. A niestety, z pełnią odpowiedzialności mogę powiedzieć, że początek rozpadu ogromnej większości małżeństw zaczyna się od takich głupot, jak przesolona zupa. Pytanie: Jak je przetrzymać? Pretensje o przesoloną zupę są pośrednim wyrażeniem potrzeby bycia kochanym i potrzeby uznania. Jeżeli wiesz, że ja nie używam soli, to pomyśl o mnie, zauważ mnie, pamiętaj o mnie i nie sól według swojej miary. Sama możesz dosolić ją na swoim talerzu. A jeżeli przesoliłaś i mąż się wścieka z tego powodu, to okaż trochę ciepła, okaż, że jest ci przykro

Ale przesolona zupa, tak jak wiele innych przyczyn konfliktów, może być objawem znacznie poważniejszych problemów, szczególnie rozczarowań w pierwszych latach małżeństwa. Trudno nazwać w sobie i wypowiedzieć to, co mnie we współmałżonku drażni, złości, irytuje, czego sam się boję, co mnie przeraża, bo zdaje mi się, że sobie nie poradzę albo czuję ograniczenie mojej wolności. Te uczucia warto w sobie nazwać, przyjrzeć się im, zobaczyć, jakie kryją się za nimi potrzeby psychiczne – kochania, bycia kochanym, uznania, autonomii, przynależności, bezpieczeństwa. W jaki sposób zaspokajam te potrzeby...

Zajęcia męskie czy żeńskie? >>>

Za: Nieporadnik małżeński

Copyright © by Wydawnictwo POMOC

Udostępnij w : Wyślij znajomemu
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU
Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011