Praca za granicą a rodzina

ks. Marek Dziewiecki | Trud w rodzinie-SOS

Nawet dla samotnych pobyt za granicą wiąże się z większymi zagrożeniami niż wchodzenie w samodzielność we własnym kraju.

 



Kilka dni temu otrzymałem e-mail od zrozpaczonego mężczyzny z północno-wschodniej Polski. Mężczyzna ten pracował przez kilka lat w Irlandii. Dzięki temu kupił dla siebie, żony i dwóch córeczek mieszkanie w bloku. Rok temu wyjechał raz jeszcze. Tym razem po to, by zbudować własny, duży dom. Gdy wrócił na kilka dni wakacji, odkrył, że żona związała się z jakimś mężczyzną i że pozwoliła mu zamieszkać u siebie. Dwie małe córeczki mówią do tego pana: „tato". Równie bolesna historia z przeciwległego krańca Polski. Pewien mąż i ojciec wyjechał ponad dziesięć lat temu do USA. Też miał zarobić na dom, który w Polsce za przysyłane przez niego pieniądze buduje żona. Miał być zagranicą najwyżej rok-dwa, a pozostaje tam do tej pory. Żona jest mu wierna, chociaż cierpi z powodu rozłąki. Jedyna córka przez wiele lat znosiła dzielnie tę sytuację. Załamała się w tym roku. Zabrakło jej obecności i wsparcia ojca. Nie ufa mężczyznom, gdyż boi się, że jeśli się z którymś z nich zwiąże, to może on w każdej chwili wyjechać za granicę i zniknąć z jej życia tak, jak to zrobił to jej tata.

Nawet dla ludzi samotnych, zwłaszcza młodych, pobyt za granicą wiąże się z większymi zagrożeniami niż wchodzenie w samodzielność we własnym kraju. Tym większym zagrożeniem jest wyjazd dla kogoś, kto opuszcza własną rodzinę. Warto mieć w tym względzie jasną hierarchię wartości i jasne priorytety. Nie ma sensu pracować za granicą po to, by poprawić sytuację materialną rodziny, jeśli dokonuje się to w taki sposób, że grozi to rozpadem tejże rodziny. Największymi ofiarami są wtedy dzieci. Powstał już nawet termin techniczny na określenie ich sytuacji: eurosieroty. Zdarza się, że nawet obydwoje rodzice wyjeżdżają za granicę, pozostawiając dzieci pod opieką krewnych czy starszego rodzeństwa. Takie dzieci nie czują się kochane. Nie mają domu rodzinnego. Trudno im będzie w przyszłości założyć własną rodzinę, nawet jeśli będą kiedyś bogate materialnie. Brakuje im pozytywnych wzorców życia rodzinnego. Nie ma w nich tęsknoty za rodziną, gdyż rodzina nie kojarzy się im z bliskością, czułością i radością bycia razem.

Jeśli już ktoś decyduje się na wyjazd za granicę, to najlepiej, gdyby wyjechał z całą rodziną. Wyjazd na zasadzie opuszczenia współmałżonka i dzieci powinien być brany pod uwagę wyłącznie w sytuacji skrajnej, w sytuacji głodu i żadnych szans na pracę w swoim środowisku. Nawet w takiej sytuacji powinien to być wyjazd na krótko - na dwa czy trzy miesiące. Później warto wrócić i ewentualnie znowu wyjechać na kilka miesięcy, regularnie odwiedzając w tym czasie bliskich. Tanie linie lotnicze mogą tu być pomocą. Im mniejsze są dzieci, tym wyjazd staje się bardziej problematyczny. I tym większe jest ryzyko, że ktoś z młodych małżonków - ten, który wyjechał, lub ten, który pozostał w kraju - zwiąże się z kimś innym. Im większa miłość łączy rodzinę, tym łatwiej znajdą oni takie rozwiązania trudności finansowych, które nie prowadzą do rozłąki i cierpienia. 

Copyright © by Sygnały Troski

Udostępnij w : Wyślij znajomemu
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU
Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011