Nowości
Ostatnio komentowane
Małżeństwo na przekór światu
Bolesław Zujewicz | Polityka prorodzinna | 2012-02-02Jeśli rycerz dojdzie na koniec świata, by odnaleźć swą nieprzytomną z tęsknoty księżniczkę, i złożą sobie przysięgę dozgonnej wierności, to jaka siła ich rozłączy?
Świat
Dożyliśmy czasów, w których to, co najbardziej naturalne i oczywiste dla większości ludzi, stało się unikatowe. Chodzi oczywiście o rodzinę – zanikającą w Europie formę współżycia międzyludzkiego. Wedle opublikowanego w 2009 roku przez IPF (Institute for Family Policy) raportu na temat sytuacji rodziny w UE, [patrz tutaj>>>], 55 milionów Europejczyków mieszka samotnie; dwie trzecie gospodarstw domowych nie ma w ogóle dzieci; na każde dwa małżeństwa przypada jeden rozwód, a do tego co 11 sekund (dane na rok 2010) dokonuje się aborcji, co powoduje, że jest ona pierwsza na liście przyczyn śmierci na naszym kontynencie.
Najbardziej zastanawia to, że najważniejszym argumentem mającym przemówić obywatelom do wyobraźni jest wizja kryzysu demograficznego i załamania się systemu ekonomicznego państwa opiekuńczego. Wychodzi na to, że powinniśmy się opamiętać i zacząć zakładać rodziny nie w interesie własnym, ale państwowym, co zresztą nie jest takie dziwne, skoro żyjemy w czasach socjotechnicznego „zarządzania społeczeństwem” i jesteśmy co i rusz zachęcani do myślenia i działania „globalnego”, które ma stanowić uzupełnienie dla skrajnie egocentrycznego indywidualizmu zapewniającego rzekomo szczęście w życiu.
Wolność i rozwój
Szkoda czasu, miejsca i nerwów, by rozwodzić się nad mądrościami tego świata, jednak nie można nie poświęcić im uwagi podczas rozważań
o roli małżeństwa i rodziny w naszym życiu, głównie dlatego, że rodzina jest właściwie ostatnim świeckim bastionem ludzkiej wolności, miłości i personalizmu. Wystarczy powiedzieć (za nieocenionym G.K. Chestertonem), że małżeństwo jest jedyną instytucją, którą wolny człowiek zakłada sam dla siebie i we własnym interesie, a dom rodzinny jest jedynym miejscem, w którym sami dla siebie ustalamy normy postępowania – wszędzie indziej musimy zachowywać się tak, jak tego od nas oczekują zupełnie obcy ludzie.
Współczesne twierdzenia, że rodzina ogranicza ludzką wolność i krępuje rozwój, są po prostu absurdem głoszonym z głupoty lub złej woli. Nie można przecież w ogóle mówić o wolności człowieka, jeśli nie ma on warunków do swobodnego rozwoju osobowego, a ten, w sposób oczywisty, nie może odbywać się ani na modłę kolektywną, ani indywidualistyczną. Pierwsza droga doprowadzi do zaniku osobowości, druga – do wyobcowania. Dlatego rozwój musi odbywać się w relacji ze światem i innymi ludźmi i dla większości osób małżeństwo jest na tej drodze jednym z kluczowych etapów. Przede wszystkim dlatego, że umożliwia podjęcie ról, bez których rozwój całkowicie zanika – dla mężczyzny jest to rola ojca, a dla kobiety matki. Oczywiście nie mówimy tu o ojcostwie i macierzyństwie wyłącznie w znaczeniu biologicznym, ale duchowym, psychologicznym i emocjonalnym, co pozwala włączyć się w nie także osobom niemającym własnych dzieci, na przykład księżom, zakonnikom, społecznikom etc.
Wynika z tego również pewien ideał małżeński, który stanowi para osób o silnych, dobrze ukształtowanych osobowościach, co znów przeczy współczesnej mitologii rysującej obraz związku kobiety i mężczyzny jako swoistej walki o dominację, w której prędzej czy później pojawi się zwycięzca realizujący swe cele i przegrany muszący zadowolić się rolą posłusznego asystenta. Ugruntowaniu się tego szalenie destrukcyjnego mitu sprzyja nierównowaga sił pomiędzy kobietą i mężczyzną, którą można wykorzystywać tak do budowania relacji, jak i do jej niszczenia. Ujmując sprawę w największym skrócie, mężczyzna ma nad kobietą przewagę wynikającą z siły fizycznej i ogólnie większej łatwości stosowania czynnej agresji; kobieta natomiast ma władzę dostępności seksualnej.
O ile przemoc fizyczna wobec płci pięknej jest wciąż bardzo silnie napiętnowana w naszej kulturze, o tyle miękka przemoc seksualna wobec mężczyzn jest swoistym tabu i nie obejmuje jej żaden paragraf kodeksu karnego. Tak dziś wyśmiewane i dla wielu niezrozumiałe nawoływania do czystości przedmałżeńskiej nie są bynajmniej ani „wtrącaniem się w prywatne sprawy”, ani „bezsensownym zakazem ze strony księży, którzy sami nie mogą, więc zabraniają innym”, tylko prostym środkiem, dzięki któremu mężczyzna może zachować wolność i niezależność w obliczu kobiecych prób zawłaszczenia jego osoby.
Przysięga małżeńska – bliżej Absolutu
Małżeństwo jako stan, w którym następuje wzrost człowieka, oferuje jeszcze coś ponad możliwość osiągnięcia wolności i niezależności osobowej, i to poprzez swój najbardziej znienawidzony współcześnie aspekt – przysięgę małżeńską. O ile jeszcze wierność i wyłączność w związku wydają się zasadne, to ślubowanie „że cię nie opuszczę aż do śmierci” brzmi dla wielu jak okrutny wyrok dożywocia, stanowiący całkowite zaprzeczenie ludzkiego prawa do autonomii. Argumentów przeciw ślubowi kościelnemu jest cała masa, ale tylko jeden prawdziwy – strach przed tym, że nasze własne słowa zostaną potraktowane poważnie.
To niesamowity paradoks naszych czasów, że za wolność uchodzi możliwość odwołania własnej decyzji, choć przecież składając przysięgę dożywotniego wytrwania w jednym postanowieniu wznosimy się na sam szczyt, rzucając wyzwanie sobie i całemu światu, wszystkim ludziom i demonom: „moje słowo się wypełni, choćby nie wiem co”. Dotrzymywanie własnych, dobrowolnych ślubów jest jednym z niewielu argumentów przemawiających za tym, by ktokolwiek traktował nas poważnie, by przynajmniej w wymiarze ludzkim nie ośmielał się negować faktu, że to my i nikt inny jesteśmy panami swego losu, ani nie odmówił nam prawa do wywyższania się ponad całą naturę, która by przetrwać, musi się ciągle zmieniać, aż do niemal całkowitej utraty swych pierwotnych właściwości.
Różne bałamutne hasła „wyzwolenia” mają wyraźne źródła w orientalnych fi lozofiach i choć na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nęcące, to przecież stanowią całkowite zaprzeczenie wszystkiego, co nasza cywilizacja z takim trudem wypracowała przez 2,5 tysiąca lat. Swą kulminację widzą bowiem w nieokreślonej, bezpostaciowej i nieosobowej „wszystkości” stojącej w całkowitej opozycji do ideału osobowej relacji człowieka z drugim człowiekiem, a ostatecznie również i ze Stwórcą. Ma-my więc do czynienia nie tylko z pluralizmem idei objawiającym się mnogością „pomysłów na życie”, ale wręcz z wojną cywilizacji, a rodzina jest obecnie głównym jej frontem. Nie dziwi więc, że jest to wojna totalna, obliczona na destrukcję wszystkiego, co ogólnie zwiemy „człowieczeństwem”, i że skutkuje tak licznymi zwyrodnieniami ludzkiego życia. Nie będziemy jednak zajmowali się ich przeglądem, bo wystarczy włączyć wiadomości w telewizji, by zobaczyć o czym mowa.
Życie jak w bajce
Ideał miłości między kobietą i mężczyzną, który proponuje nam nasza cywilizacja łacińska, jest zapisany i powielony w niezliczonych dziełach literatury i filmu, które wydają się wciąż na nowo opisywać jedną i tę samą historię. Wszystko zaczyna się od tęsknoty za czymś wielkim i czymś, co wypełni pustkę, którą zaczynamy odczuwać w momencie, kiedy przestajemy być dziećmi.
Stare bajki w odpowiedzi na potrzebę uszlachetnienia człowieka wyposażały młodych mężczyzn w rycerskość i odwagę, posyłały na wyprawy za siedem gór, rzek i lasów, stawiały im na drodze złych czarnoksiężników i dobre wróżki, aż wreszcie doprowadzały do stóp wieży z kości słoniowej, na której szczycie mieli znaleźć swoją drugą połowę i potem żyć razem z nią długo i szczęśliwie. Moglibyśmy każdą taką historię nazwać banalną, ale banał to rzecz bez znaczenia, a to przecież w obliczu owej historii wszystko inne traci znaczenie. Co więcej, jest to historia, która dzieje się naprawdę w życiu każdego z nas – bajka pozwala ją tylko trafnie odczytać.
Jeśli istnieje przepis na udane małżeństwo, to jest nim tylko przeżycie takiej bajkowej historii tu, na Ziemi, w XXI wieku, w opozycji do mądrości przeróżnych „pragmatyków” i „realistów” chcących, byśmy zadowolili się byle czym. Jeśli dzielny, młody rycerz dojdzie na koniec świata, by odnaleźć swą nieprzytomną z tęsknoty księżniczkę, i złożą sobie przysięgę dozgonnej wierności, to jaka siła ich kiedykolwiek rozłączy?








