"Kindersztuba", czyli dobre wychowanie

Marek Warecki,Wojciech Warecki | Być Babcią, być Dziadkiem...

Choć babcia nie wydaje rozkazów, wychowuje skutecznie. A może i skuteczniej niż mama i tato. Ma bowiem sporo cierpliwości i... czasu.

 

Hm... Co jest ważne, żeby jako tako wypaść w wielkim świecie? Ano nie należy dłubać w nosie. Trzeba jeszcze myć uszy, choć wiadomo, że nikomu się nie chce. Nie można – mimo że czasem bardzo świerzbi język – mówić brzydkich wyrazów! Poza tym w autobusie bezwzględnie ustępować miejsca starszym. Dobrze też pamiętać, że nóż trzyma się w prawej ręce, a sąsiadce z naprzeciwka, mimo że to okropny babsztyl, mus zawsze się ukłonić. Da się pewnie wymienić milion podobnych drobiazgów, które trudno spamiętać, a bez których żyć jeszcze trudniej. Ich wszystkich uczyła nas babcia, nie kto inny.

Rodzi się w tym miejscu pytanie o «dobre wychowanie». Czym jest i skąd się bierze? Norwid mawiał, że z wysiłku wielu pokoleń, przez setki lat wznoszących w pocie czoła gmach kultury, którą Cyceron opisywał krótko jako «uprawę umysłu». Dlatego człowiek dobrze wychowany, który nie pluje na podłogę ani nie beka po zjedzeniu obiadku, powstrzymywał się – i wciąż to robi – od zachowań, które traktowano powszechnie jak puszczenie... bąka w towarzystwie. Co ważne, ktoś taki wyciera nos chusteczką. Inaczej nie potrafi. Jeszcze nie tak dawno nie wchodził nikomu w słowo, ba, nawet nie odzywał się, nie będąc pytanym.

To wszystko – i dużo więcej – zapewniała «kindersztuba». Ten termin pochodzący z języka niemieckiego oznacza tyle, co ‘pokój dziecinny’, w istocie zaś określa «umiejętność zachowania się pośród ludzi, którą nabywa się w domu rodzinnym». Stąd niektórzy przyrównują ów pokój do sali treningowej, gdzie niczym diament szlifuje się dziecko nim odejdzie w wielki świat.

Gdy kiedyś mówiono o kimś, że brak mu «kindersztuby», oznaczało to jedno: w dzieciństwie nie wpojono mu tego, co elementarne, a w jego domu nie było pewnie dziecinnego pokoju i nie był dzieckiem zadbanym. Mówiąc zaś wprost: zabrakło mu babci. Jej rola jest nie do przecenienia, ponieważ specjalny, by nie powiedzieć: wyjątkowy, jest jej kontakt z wnuczkami. Ciepły i intymny. Nade wszystko: serdeczny. I choć babcia nie wydaje rozkazów, wychowuje skutecznie. A może i skuteczniej niż mama i tato. Choć właściwie to tylko łagodnie perswaduje i przekonuje. Ma bowiem sporo cierpliwości i... czasu, a ten, jak mawiał kard. Stefan Wyszyński, to po prostu miłość.

Tym sposobem – ucząc się, co wolno, a czego nie – dziecko doświadcza własnej wartości i godności. Słowem: dorasta. Z wolna uświadamia sobie wówczas, czym jest wolność i że jego wolność ogranicza bliskość cudzego nosa. Co bynajmniej nie oznacza, że pozwala, aby inni wchodzili mu na głowę. Albo sprawdzali jak twardy ma nos.

Tego właśnie uczyła nas babcia Fela.

Tego w ogóle uczą wszystkie babcie!

Źródło: Być babcią...

Copyright © by Wydawnictwo PROMIC

Udostępnij w : Wyślij znajomemu

Ostatni komentarz:

Koloryzacja rzeczywistości
Mnie w.wym. babcia nie uczyła. Przeciwnie. Sama była niechlujna, niehigieniczna, wręcz obrzydliwa (zaznaczam - kiedy jeszcze była umysłowo sprawna). A czy przeklinała? Przeklinała, wrzeszczała na dziadka, by później na kolanach klepać koronki i różaniec.
Worek
Dodaj komentarz

Tytuł

Podpis

Treść




Partner serwisu Rodzina:

SKOK

Partnerzy naukowi:

WSB-NLU
Centrum JP2

Partner fundacji:

Bank PEKAO SA


Patroni:

PC World Komputer Przewodnik Katolicki

Wsparcie modlitewne:

Karmelitanki Bose


© Fundacja "Opoka" 1997-2011